Adolf Rudnicki

Adolf Rudnick

Początki znajomości datują się na lata trzydzieste, kiedy to Adolf Rudnicki (właściwie: Aron Hirschhorn) przybył do Warszawy z Tarnowa. W 1932 r.  dzięki debiutowi powieściowemu – niewielkiej książeczce Szczury – zaistniał w kręgu intelektualistów warszawskich. Pierwszą osobą, która pogratulowała mu pięknego startu był Józef Czapski. Również on w trudnym okresie aklimatyzowania się i urządzania w stolicy młodego pisarza, podtrzymywał go na duchu i pomagał mu. Wiele czasu spędzali razem na rozmowach, podczas których  Czapski zaszczepił w sercu autora Niekochanej miłość do literatury rosyjskiej, do jego osobistych mistrzów m.in. do Dostojewskiego. Widywali się w Warszawie, w mieszkaniu przy Alei Przyjaciół.

Felicja Krance wspominała, że w 1938 roku, kiedy odwiedziła Józia, zastała ich w momencie pracy nad portretem Rudnickiego. Ten wyłożony na sofie pozował malarzowi. Rudnicki wspominał, że Czapski był najładniejszym człowiekiem jego młodości, który wierzył w jego zdolności, cenił jego pisarstwo.

Maria Dąbrowska w swoim dzienniku odnotowała, że krążą plotki o tym, że  „Józio Cz. jest „także” homoseksualistą i stąd jego przyjaźń z młodym Rudnickim”  (zapis 7.01.1936 r.), a pod datą 21.11.1937 r., po wizycie u Józefa Czapskiego w Warszawie w jego mieszkaniu, napisała:

„(…) oglądam obrazy, m.in. ogromny portret Adolfa Rudnickiego, całkiem nagiego na kanapie leżącego. Pierwszy raz widzę takie „ujęcie” aktu męskiego. Potem przyszła tam Marynia [siostra Czapskiego – przypis E.S.]; było mi z nimi i owszem przyjemnie”.

Trzeba wspomnieć, że o plotkach krążących po przedwojennej Warszawie Dąbrowska miała jak najgorsze zdanie, aż dziwne, że w dziennikach często je jednak podaje.

Podczas wojny kontaktowali się listownie. W parę tygodni po tym, jak Czapski trafił do obozu w Starobielsku, otrzymał przesyłkę od Adolfa Rudnickiego, w której znajdowały się dwa tomy Listów Norwida. Potem nie docierały do Rudnickiego już informacje i nie wiedział, czy Czapski żyje.

Rudnicki znał Ludwika Heringa, bardzo bliskiego przyjaciela Czapskiego. W czasie wojny, biorąc  czynny udział w życiu konspiracyjnym, Rudnicki ukrywał się pod nazwiskiem zamordowanego w Oświęcimiu Leonarda Herynga (brata Ludwika). To autor Mety załatwił Rudnickiemu te „lewe” papiery.

Dopiero w 1943 roku Rudnicki dowiedział się, że jego przyjaciel „nie tylko żyje, lecz – jak dawniej – żyje szlachetnie i nie z myślą o sobie”. Po II wojnie światowej ich kontakty zostały nadszarpnięte, ale nie zerwane. Stało się to z powodu opowiadania Rudnickiego Major Hubert z Armii Andersa, które zostało wydane w Polsce w 1946 roku.

Opowiadanie to przedstawia historię majora Huberta, który po wojnie osiadł w Paryżu. Był malarzem, który podczas wojny stracił wszystkie swoje obrazy.

W pierwszej części Hubert został przedstawiony jako wspaniały malarz i kolega, który – dla młodszego o dwadzieścia lat Piotra – był mistrzem i przyjacielem. Historię ich przerwała wojna, by mogli się znowu spotkać po jej zakończeniu. Z dokładnej charakterystyki bohatera jasno wynika, że pierwowzorem był Józef Czapski.

W końcowej fazie opowiadania autor przedstawił ich spotkanie w małej cukierence przy Placu Concorde w Paryżu, podczas którego rozmawiali o losach wojennych, a także o przyszłości. Głównym problemem okazała się sprawa katyńska. Piotr, główny bohater, nie mógł przyjąć wersji tego zdarzenia, którą propagował Hubert. Zarzucał mu, że poddał się wpływom propagandy zachodniej, która chciała obarczyć odpowiedzialnością za tą zbrodnię Rosję.

Poruszona prawda o Katyniu na kartach książki Rudnickiego i zarzuty, jakie autor przypisał Hubertowi (a tym samym Czapskiemu) sprawiła, że ich przyjaźń została poddana próbie. Adolf Rudnicki wtedy uwierzył w rozgłaszaną przez władze komunistyczne wersję sprawy katyńskiej, która odpowiedzialność zrzucała na Niemców. Choć miał wśród swoich bliskich człowieka, który ocalał, i który najlepiej wiedział, co stało się z więźniami, jednak nie chciał wierzyć w prawdziwość relacji. Najbardziej uraził Czapskiego fragment:

„Hubert również uwierzył, że Niemcy nie byli zdolni do Katynia, który, nam w kraju znającym wydolność hitlerowców w tej dziedzinie, wydawał się czymś dla nich na jeden ząb. Uwierzywszy w zbrodnię użył wszelkich sił do walki z tymi, którzy ją według niego popełnili. Ponieważ stracił w Katyniu wielu bliskich, z którymi szedł przez życie, uważał za swój obowiązek włożyć w tę walkę całą namiętność, którą pamiętałem skądinąd. Głosił nienawiść do Rosji i do Rządu Jedności Narodowej. Zerwał z wszystkimi, którzy nie zgadzali się z nim. Zaczął ich nazywać zdrajcami i targowiczanami; nazwy te są często w użyciu wśród naszej emigracji zachodniej. Był człowiekiem dużej wiedzy, znał Zachód, znał język, rychło więc mu podsunięto odpowiedzialne stanowisko w prasie i propagandzie, gdzie swojej rzekomej prawdzie mógł nadać kształt ogólnopolityczny. I korzystał niestety z tego stanowiska”.

Jerzy Suszko w swoim artykule sugeruje, że o istnieniu tego opowiadania docierały do Paryża informacje, lecz Czapski nie miał możliwości przeczytania go. Rudnicki jako reprezentant artystów Polski Ludowej przybył wraz z delegacją do stolicy Francji. Fakt znalezienia się tej grupy na Zachodzie Europy był czynnikiem politycznym. Władze chciały w ten sposób zademonstrować, że można podróżować po świecie zachodnim. Z artykułu poznajemy taką wersję spotkania tych dwóch przyjaciół. Gdy Rudnicki znalazł się w Paryżu, zadzwonił do Hôtelu Lambert. Mieściła się tam placówka Biura Informacji Drugiego Korpusu, którą kierował Czapski . Umówili się w kawiarni na Montparnassie, w pobliżu hotelu, w którym zatrzymała się polska grupa. Jak nigdy autor Oka postawił podczas rozmowy warunek, że póki nie przeczyta jego książki, nie będzie mógł z nim szczerze rozmawiać. Adolf Rudnicki pobiegł do hotelu i przyniósł egzemplarz.

Natomiast z listu Józefa Czapskiego do Michała Hellera dowiadujemy się, że podczas spotkania Czapski – nie wiedząc nic o opowiadaniu Rudnickiego, podarował mu Wspomnienia starobielskie. Nie rozumiał wtedy, dlaczego był on wobec niego taki zażenowany. Po spotkaniu przeczytał nowelę Major Hubert z Armii Andersa, lecz jeszcze wtedy nie bardzo się nią przejął. Rudnicki natomiast po przeczytaniu jego zapisków z czasów pobytu na nieludzkiej ziemi powiedział, że nigdy nie zgodzi się na ponowne wydanie noweli.

W tym czasie Józef Czapski pracował nad artykułami poświęconymi zbrodni katyńskiej. Chciał w ten sposób przybliżyć prawdę o Katyniu, by świat Zachodu uwierzył, że za strzelanie do oficerów polskich odpowiedzialne są władze radzieckie. Nie było to łatwe, gdyż jeszcze w 1950 roku w paryskim sądzie francuski adwokat nazwał Czapskiego agentem Goebelsa!

Tym bardziej bolało go, że jego przyjaciel głosił wokół wersję propagowaną przez władze komunistyczne. Dopełnieniem goryczy był fakt, że po deklaracji niewznawiania opowiadania, Rudnicki w trzy dni po niej odczytał publicznie swój utwór w ambasadzie polskiej w Paryżu, która już wtedy przeszła w ręce komunistów. Wśród słuchaczy był m.in. Jarosław Iwaszkiewicz, a także przyjaciele Czapskiego, którzy od razu w postaci rudawego, chudego i wysokiego majora poznali autora Na nieludzkiej ziemi. Zgorszeni taką lekturą nie kryli swego oburzenia, choć przyznawali, że pewne cechy Czapskiego, jako malarza, zostały precyzyjnie opisane (piszą o tym potem do autora Oka w listach). Nawet tak sarkastycznie nastawiony do Czapskiego Lechoń napisał, że było to ze strony Rudnickiego świństwo, gdyż wątpliwą rzeczą było to, że autor naprawdę wątpił, kto wydał polecenie zamordowania polskich oficerów w Katyniu. Pochwalił jednak autora za błyskotliwie zaobserwowany charakter autora Wyrwanych stron, który lubił zwierzać się ze swojej niemocy twórczej. Czapski próbował tłumaczyć sobie przyczyny niemożności przyjęcia przez swego długoletniego przyjaciela prawdziwej wersji dramatu katyńskiego. Rudnicki być może nie potrafił pogodzić faktu dokonania tak podłego morderstwa z tym wszystkim, co stworzyła kultura rosyjska, zwłaszcza literatura. Nawet w tym przypadku malarz próbował zrozumieć jego motywy i szukać wytłumaczenia.

We wspomnianym już wcześniej liście Czapski napisał, że przyjaźń z Rudnickim rozeszła się. Ich spotkania po tych wydarzeniach były kurtuazyjne, sporadyczne; jak choćby to w 1956 r., kiedy w Paryżu pojawił się Rudnicki razem z Janem Cybisem. Ożyły jednak w chwili, gdy Rudnicki przebywał w latach siedemdziesiątych we Francji. Wiele dat spotkań jest zapisanych w kajetach malarza. Jest także zapisany francuski adres Rudnickiego.

W listach do Heringa Czapski znajdują się okruchy wspomnień spotkań z autorem Niekochanej.

W księgozbiorze Adolfa Rudnickiego znajduje się monografia o Józefie Czapskim, napisana przez Murielle Werner-Gagnebin. Egzemplarz ten zawiera dwie dedykacje: pierwsza jest napisana ręką autorki dla „tego, który jak nikt inny rozumie malarstwo Józefa Czapskiego, jego klimat samotności, bólu, cierpliwości i wiary”, a druga pióra autora Wspomnień starobielskich o następującej treści:

Dedykować Tobie???

kiedy widziałeś moją wystawę już w Polsce

41 lat temu;

czy może dedykować

„Szczurkowi”, bo tak Cię nazywałem po przeczytaniu pierwszej Twojej książki, którą tak się przejąłem,

a może

au cher maitre

najprościej Tobie Alu, w którego wierzyłem tyle lat to

blisko, to daleko, to znowu blisko. Twój Józef Czapski. V’74.

Ciekawe są zapiski czynione na książkach Rudnickiego, które czytał  wnikliwie Józef Czapski. Odkrywa w nich aluzje, odwołania do ich rozmów i kontaktów. Niejednokrotnie Czapski notuje w książce, o kim pisze Rudnicki. Zachowuje się jak detektyw, który tropi ślady myśli autora. Gani go bardzo często, gdy ten w utworach stawia jakieś sądy lub odwołuje się do myśli bliskich Czapskiemu autorów, np. do Simone Weil.

Tak dzieje się w opowiadaniu Dwaj chłopcy.  Rudnicki, powołując się na myśli Simone Weil, napisał:

„Cyfra ma dwojakie znaczenie: wewnętrzne i zewnętrzne, przy czym zewnętrzne jest szersze , trafniejsze, Simone Weil powiada, że w jedynce mieści się Bóg, natomiast nieskończoność jest synonimem diabła”

i w tym miejscu Czapski stawia krzyżyk i na dole strony notuje: […]  S.W. na pewno nie czytał!

Czapski uważny czytelnik. W opowiadaniu Biała Rudnicki napisał: „Naraz zrobiła się nieludzka w swej urodzie pogoda”, Czapski podkreśla to  i dodaje notatkę: kiedy pogoda jest ludzka?

W książkach, które otrzymało rodzeństwo Czapskich są ślady ich uważnej lektury: liczne podkreślenia, uwagi.

W księgozbiorze Józefa i Marii Czapskich w Krakowie znajdują się 4 książki z dedykacjami od Adolfa Rudnickiego:  „Maryni i Józiowi, kilka drobnych kawałków o naszym dziwnym życiu ofiarowuje A.”, „Maryni i Józiowi – z serca”; „Mój Kochany Józiu”; „Józiowi, o kt. myślę z rosnącym wzruszeniem”. Wszystkie książki pochodzą z lat sześćdziesiątych.


PROMOCJA: Polecamy apartament w Krakowie. 5 minut pieszo do Pawilonu Józefa Czapskiego, 10 min spacerem do Muzeum Narodowego, gdzie od 19 maja 2017 roku można oglądać dzieło Leonarda da Vinci Dama z gronostajem (Dama z łasiczką). 10 min do Rynku Głównego. W apartamencie książki Józefa Czapskiego.

pawilon_czapskiego_apartament

Rezerwuj: Dwupokojowy apartament w Krakowie z książkami Józefa Czapskiego

Tagged with:     ,

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . Pracuje na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski) . Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze pt. "Słuchając... ocalone od zapomnienia", która ukaże się w 2018 roku nakładem Fundacji SUSEIA. Copyright 2018 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

Komentarz

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją

Wspieraj FUNDACJĘ SUSEIA, wydawcę strony o Józefie Czapskim

W tytule przelewu wpisz: Darowizna na cele statutowe.
nr konta FUNDACJI SUSEIA w MBANK: 
95 1140 2004 0000 3102 7696 9203
Przekazując darowiznę i wypełniając roczny PIT od dochodu można odliczyć kwotę dokonanej darowizny, aż do 6% Twojego dochodu. Zapłacisz niższy podatek.