"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Cyprian Kamil Norwid

Pawilon Czapskiego - Norwid

Słodycz Norwida, słodycz takich wierszy jak „Do kraju tego” albo „Nad Kapuletich i Montekich domem…” to słodycz, do której nam dotrzeć wolno tylko, jeżeli gotowi jesteśmy również przegryźć się przez gorzką skorupę jego ironii, jego surowej bezwzględności w sądzeniu Polaków.

Józef Czapski

 

Zbliżanie się autora Oka do twórczości Cypriana Kamila Norwida następowało powoli w miarę poznawania literatury polskiej. Pierwsze lektury były czytane przez niego w atmosferze stworzonej przez Stanisława Brzozowskiego. Tenże mistrz Czapskiego i autorytet w sprawach literackich wskazywał na bogactwo myśli i formy autora Czarnych kwiatów. Jednak właściwe odkrycie Norwida nastąpiło w 1921 roku, dzięki przyjaciółce Hali Dadejowej, która była wręcz zakochana w tej poezji. Jej zawdzięczał blisko 20 lat (do 1939 roku) intensywnego obcowania z Norwidem. Czapski wspomina, że to właśnie ta kobieta uratowała przed spaleniem w czasie II wojny kilka egzemplarzy dzieł autora Promethidiona.

Zdarzyło się to w czasie powstania warszawskiego, kiedy to podczas bombardowania stolicy zapalił się dach kamienicy przy ulicy Mazowieckiej, w której mieszkał ciężko chory Miriam. Na strychu tego domu był zbroszurowany ostatni tom dzieł Norwida, którego Zenon Przesmycki nie chciał wydawać podczas okupacji. Ludzie ratując dom, wyrzucali wszystkie książki, które zawisły na gałęziach drzew w podwórzu. Wtedy to Hala Dadejowa zebrała pisma Norwida i zaniosła je siostrze Józefa Czapskiego, Marii.[1] Wśród nich był ten właśnie ostatni tom pism politycznych i filozoficznych, które pod redakcją Zaniewickiego wydała na emigracji Oficyna Poetów i Malarzy na podstawie jednego egzemplarza korektorskiego.[2]

W książce Na nieludzkiej ziemi wspomniał Czapski swojego kolegę, Jacka Pugeta, od którego to po raz pierwszy, w 1921 roku, usłyszał wiersz pt. Bema pamięci żałobny rapsod. Ten szesnastoletni wówczas chłopak z wielkim przejęciem deklamował mu te strofy.[3]

Kontakt z twórczością Norwida nie ustał nawet wtedy, gdy Czapski znalazł się w obozie sowieckim. Mimo że sporadycznie docierały do niego listy od bliskich, to jednak siostry jego, Maria i Karla, wplatały w nie myśli Norwida. Te ułamki były dla niego owymi „złotymi gwoździami”, które pomagały mu przetrwać najgorsze chwile. Słowa poezji sprawiały, że rodziły się myśli, ogarniające życie w tych nieludzkich warunkach obozowych, w aspekcie filozoficznym. Zniewolenie człowieka, rodząca się rozpacz i zniechęcenie nie pozwalały bez sprzeciwu przyjmować te docierające z Polski strzępy Norwidowskiej nauki:

Strzeż się rozpaczy, ta jest bezprzytomność

Albo niepamięć o najbliższym… Bogu.

        Darmo powtarzał sobie te słowa w chwilach, gdy pesymizm i gorycz ogarniały go. Nie mógł pogodzić się z tym, że te stany według poety są wynikiem słabości i własnych, ukrytych przed oczami innych pomyłek i win. Zastanawiał się wtedy nad przestrzenią, która dzieli dzień powszedni od świata poezji, która przecież w chwilach najbardziej nieoczekiwanych „oświecała swą surową łaską”[4] Oprócz listów udało się – cudem prawie – przesłać do Griazowca w 1940 roku dwa tomy Listów Norwida. Wysłał je dla niego Adolf Rudnicki. Czytane krytycznie, pokreślone przez niego stronice towarzyszyły mu także po opuszczeniu obozu w 1942 roku, w okresie służby w Armii Andersa.

O wartości posiadanych przez niego okruchów twórczości Norwida przekonał się podczas spotkania na Bliskim Wschodzie z oficerem angielskim. Był nim Maurice Michael, który kilka dni wcześniej przyleciał z Londynu. Podczas rozmowy przyznał się Czapskiemu, że wozi stale ze sobą skarb – gruby tom poezji wybranych Norwida, a poza tym wraz ze swoim polskim przyjacielem tłumaczą na angielski tom poezji polskiej. W trakcie tej pracy narodziła się fascynacja twórczością polskiego „przeklętego poety”. Niedoceniany przez Polaków znalazł Norwid zrozumienie u Anglika, który zaczął uczyć się języka polskiego, by poznać pełniej twórczość polskiego poety. Zaintrygowany nowoczesnym kształtem pisarstwa szukał wśród Polaków w Londynie wydań prozy. Niestety, udało mu się odpisać jedynie parę ustępów z Czarnych i białych kwiatów. Według niego to właśnie ta poezja mogłaby połączyć wielką literaturę angielską i polską. Rozpętany przez krytykę przesąd o „ciemności stylu” Norwida był dla niego czymś niezrozumiałym, wręcz jakimś szatańskim pomysłem. To krótkie wtedy spotkanie miało swoją kontynuację – przypadkową zresztą – we Włoszech w kawiarni, w Campobasso w 1944 roku, kiedy to Maurice Michael wręcz błagał Czapskiego, by ten pożyczył mu choć na jedną noc swoje dwa tomy Norwida. Na drugi dzień oddał książki, lecz przyznał się, że pierwszy raz w życiu chciał coś ukraść. Po latach Czapski otrzymał od niego A Polish Anthology, nad którą pracował wraz ze swoim polskim przyjacielem T.M. Filipem. Egzemplarz zawierał dedykację: „Majorowi Józefowi Czapskiemu niniejszą książkę przesyłam jako wyraz swojej wdzięczności i jako prośbę o pomoc i współpracę”.

W latach walki o niepodległość zapał tego oficera do pokazania kulturze światowej wybitnych twórców polskich jeszcze bardziej zmobilizował Czapskiego do zrealizowania pomysłu przybliżania polskiemu czytelnikowi osoby i twórczości Norwida. Wśród aktualności politycznych i wojskowych, owej codzienności tamtych czasów chciał pisać o Norwidzie, zamieszczać jego listy i poezje, by w ten sposób przekonać choć kilka osób, że godny jest uwagi – czytania. Zainteresował poezją Norwida w czasie wojny także syna znanego antykwariusza w Rzymie. Ten w dowód wdzięczności podarował Czapskiemu obrazek Norwida – lavies – przedstawiający kobietę wychodzącą spod jednego z pomników cmentarnych. Pochodził on ze sztambucha jakiejś wielkiej damy polskiej, do którego wpisywali się goście, dołączając do tego wiersze lub rysunki. W końcu obrazek ten – jako dar od Józefa Czapskiego – trafił do pokoju pamięci Cypriana Norwida w przytułku Świętego Kazimierza, w którym to prawdopodobnie umarł autor Vademecum.

W „Orle Białym” Czapski publikował eseje (pod tytułem Ścieżki) , które przybliżały czytelnikom postacie z życia literackiego nie tylko Polski, lecz także sięgały po ułamki z literatury światowej. Wśród nich dwa poświęcił ukochanemu autorowi W Weronie pod wspólnym tytułem O Norwidzie. Założeniem piszącego było przede wszystkim umożliwienie dotarcia do tekstów. Stąd też znaczną część tych esejów stanowią cytaty poezji, a zwłaszcza listów, „wyrwanych” z posiadanych przez Czapskiego tomów. Niechęć czytelników współczesnych Norwidowi, jak również pokoleń następnych do jego twórczości tłumaczył autor lenistwem, które zamknęło drogę do odkrywania bogactwa i niesamowitej aktualności w podejmowanych problemach społecznych, narodowych. Uknuty przez krytykę zarzut „ciemności mowy” był wygodnym pretekstem do odrzucenia tej twórczości. Czapski wysunął jeszcze inny powód odwrócenia się od tej literatury, pisząc, że „Norwid nie mieści się w żadnej szufladce i dlatego kryje wiele niespodzianek, gorszy i zniechęca wielu”.[5]

Nie jest to zbyt nowatorskie stwierdzenie, choć pisane w 1944 roku miało inny wydźwięk niż dzisiaj, kiedy krytycy skłonni są uważać Norwida za prekursora nowoczesnej poezji.

Józef Czapski został zaproszony do wygłoszenia przemówienia w Zakładzie św. Kazimierza w Paryżu podczas akademii z okazji 75 rocznicy śmierci Norwida. Gdy ukazało się drukiem nosiło tytuł Akademia i Norwid. Na wstępie tłumaczył, że zestawienie tych słów w stosunku do osoby, ku której czci odbywała się ta uroczystość, było swoistym paradoksem, gdyż autor Quidama sam przecież pisał w liście do Seweryna Duchińskiego, że każde jubileuszowanie polskie trąci zawsze zgnilizną. Sam Norwid miał obrzydzenie takiego świętowania, gdyż to zawsze było dowodem umarłości narodu i społeczeństwa.[6] W tej mowie próbował uzmysłowić zgromadzonym, że po latach tym polskim poetą zaczął interesować się świat kultury, bo tłumaczy się jego wiersze na francuski i angielski, a także na rosyjski. Proces ten następował powoli, lecz stał się świadectwem odkrywania w tym pisarzu nowej poetyki. Na tej uroczystości podzielił się Czapski swoimi przemyśleniami, które dotyczyły tematów bliskich autorowi Klątwy. I tak przywołał pojmowanie człowieka, narodu (społeczeństwa), prawdy. Wspomniał też tych, którzy zafascynowani wierszami Norwida, próbowali ocalić je od zapomnienia: Miriama, Wacława Borowego, Zbigniewa Zaniewickiego.

Czapski także należy do grona tych, którzy przyczyniali się do sławienia imienia autora Fortepianu Szopena. W listach do swoich zagranicznych przyjaciół, w rozmowach przywoływał jego postać. Jednym z adresatów listu był Michał Heller[7].Temu rosyjskiemu historykowi opowiadał o wielkości niedocenionego poety, o głębokości jego refleksji i o stanowisku jego wobec Rosji. To ciągłe studiowanie jego pism – świadectwem czego są zapiski w jego kajetach, cytaty w listach – próby przeczytania całego dorobku były imponujące dla tych, którzy spotykali się z Czapskim. W chwili, gdy zamieszkał w Paryżu nadal wiernym przyjacielem, czuwającym na półce wśród najbliższych mu książek była twórczość Norwida. To ona zajęła naczelne miejsce w jego ubogiej bibliotece, jak nazywał swoje ulubione cytaty z dzieł dla niego ważnych, do których sięgał w chwilach zmagania się z rzeczywistością, z rozczarowaniem, czy bólem niezrealizowania zamierzonej pracy.

Wiersz Fatum należy do najczęściej przywoływanych fragmentów. Jego treść przypominała o problemie wierności sobie i wykonywanej pracy. Ciągły niepokój towarzyszący odczytywaniu tych strof skojarzył mu się przy okazji pisania artykułu poświęconego Lechoniowi.[8] Brak sił wewnętrznych do pokonania czyhającego na człowieka dzikiego zwierza sprawił, że autor Herostratesa uległ i zakończył swoje życie, rzucając się na bruk Nowego Yorku.

Duchowe zwycięstwo w klęsce sygnalizował zawsze jeden z leitmotivów życia Czapskiego, należący do jego cytatów diamentowych, a zamykający się we fragmencie z Omyłki :

Że – Zwycięstwo wytrzeźwia ludzkie siły,

Gdy Sukces , i owszem … rozpaja!…

Wśród „wyrwanych słów” znalazły się ułamki z Promethidion, Rzeczy o wolności słowa, a także z Tyrteja, Marionetek, Klątwy, Kleopatry i ulubionych Listów. Często w jego zapiskach pojawiały się Cacka, strofy z wiersza Co dzień woda w okręt ciecze… Magicznym jednak dla niego tekstem, który żywo tkwił w pamięci, był urywek z Bransoletki, w którym Norwid w sposób niemal plastyczny opisał gwiazdy i obłoki, by w tej scenerii mógł zostać wspomniany służący, który niósł złamane, zagaszone świece. Ten dwuzdaniowy fragmencik należał do tych, które kierowały uwagę Czapskiego w kierunku drobnych, wydawałoby się bagatelnych przedmiotów i zjawisk.

Jednym z przyjaciół, którego nie potrafił przekonać do twórczości Norwida był Wojciech Karpiński. Choć często rozmawiali o nim, każdy bronił swoich przekonań. Do tego stopnia Karpiński odrzucał twórczość autora Zwolona, że zamieszczanie przez Czapskiego w listach fragmentów z pism polskiego romantyka wywoływało nieporządane reakcje. W 1988 roku podczas jednej z rozmów[9] Czapski powrócił do tematu Norwida i powiedział do swego słuchacza, że wreszcie pomału zaczyna rozumieć jego niechęć, i że pojął, dlaczego Norwid był tak trudny do lubienia. Pozbawienie humoru i dystansu do siebie, narzucanie swoich problemów i siebie (w sensie swojej psychiki), przy niewielkim zainteresowaniu się światem innych sprawiało, że oddalali się od niego wszyscy. Biorąc pod uwagę hermetyzm myśli i języka trudno jest przedzierać się przez lekturę jego tekstów. Wtedy też Czapski przyznał się, że nigdy do końca nie przeczytał Zwolona i Quidama.

Wciąż powracają w esejach echa obcowania z ulubionymi fragmentami twórczości. Myśl zaczerpniętą z Norwida oblekał w odniesienia do pisanego tekstu. Przykładem może być refleksja wywołana stwierdzeniem: „człowiek maluje procent od kontemplacji”. Rozwijając je wskazywał, że człowiek żyje procent od tego, co się w nim dzieje, i co jeżeli nie jest kontemplacją, jest obok. Na zewnątrz nie widzi się, tego co naprawdę gra w sercu. Zewnętrzne przejawy życia wewnętrznego sprawiają, że wszystko inne – nie mające źródła w kontemplacji chwil – staje się już skamienielinami[10].

Odkrywał w Norwidowskich słowach pokorę artysty, gdy ten wypowiadał strofy: „Sam głosu nie mam – jestem znamię”. Pisząc o młodzieży, która rzucona w wir historii przeżywała tragedię Powstania Warszawskiego, jakże aktualne wydawały się Czapskiemu wówczas słowa:

I ramiona młodociane

W bezimienny proch rozwiane

Dziejów nazwą śmieciem

Analizując postawę jemu współczesnych młodych[11], wskazywał na regułę, która od początku istnienia świata obecna jest w tzw. konfliktach pokoleń: ciągłe odrzucanie, buntowanie się przeciwko zastanej przez nich filozofii życia, pętlenie się w negacji wszystkiego, bez wnikliwej analizy. Odrzucenie jednak tradycji może – zdaniem Czapskiego – doprowadzić do zatraty indywidualnej wartości, wiary w “wszechprzytomność prawdy”, gdyż pozostaną wtedy ważne tylko praktyczne cele. Dla potwierdzenia swego stanowiska zacytował jakże odpowiedni fragment Garstki piasku:

[…] ten co od sumienia historii oderwał się, dziczeje na wyspie oddalonej i powoli w zwierzę zamienia się. I ci, co nie podzielili boleści ani żalu, ani weszli kiedykolwiek w testamenta żywotów przeszłych, wyklinają się sami na pokolenia nowe, od zwycięskiej prawdy oddalone. Tak iż bywa, że na nowo proroków i na nowo apostołów posyłać im trzeba na noże ich, ażeby powrócili w dawny prąd.[12]

Bliskie Czapskiemu było stanowisko Norwida wobec Rosji, który zawsze traktował ją nie jako wroga, lecz sąsiada, którego należy dokładnie poznać, by w czas przewidzieć ewentualne zagrożenia. Stąd też autor Na nieludzkiej ziemi często przywoływał w swoich esejach dotyczących kwestii współżycia i oceny stosunków polsko-rosyjskich, później polsko-radzieckich, wypowiedź autora Zwolona zamieszczoną w liście z 1863 roku, w której to piętnował oznaki wszelkiej organicznej antyrosyjskości będącej przejawem braku rozsądnego myślenia:

[…]granicząc z Rosją trzeba w niej mieć swoją partię – inaczej spotykają się zawsze dwa monolity, nic pośredniego nie mając – a skoro dwa monolity zetrą się ze sobą, zostaje nicestwo i strzaskanie się sił ostateczne.

Nie znosił Czapski, podobnie jak Norwid, bezmyślnego urągania na ten kraj, który przecież stworzył geniuszy w literaturze. Na negowanie pozytywnych cech tego narodu, a także zaprzeczenia wielkości dorobku literackiego denerwowały i wywoływały żywą reakcję.

Takim przykładem był tekst Czy Maritain miał rację? Czapski zbulwersowany artykułem Zbyszewskiego-Nienackiego, w którym autor poruszył problem stosunku autora Na nieludzkiej ziemi – więźnia sowieckich łagrów – do Rosjan, odwołał się do wszelkich zarzutów. Czapski wskazał, że rzeczywistości kraju na Wschodzie nie można analizować tylko z jednej płaszczyzny, gdyż ją stanowią zarazem: geniusz rosyjski i koszmar, okrucieństwo i miłosierdzie; najwyszukańsza, najbardziej europejska kultura i barbarzyństwo. Ponadto walczył ze stereotypem, który kojarzył Polaka jako tego, który czuje niechęć do swego sąsiada. Sam doświadczywszy ciemnej strony Rosji potrafił oddzielać stworzone przez człowieka piekło systemu od narodu. W kultywowanym przez siebie pozytywnym stanowisku wobec Rosji dostrzegał także wszelkie niebezpieczeństwa, na które została narażona Polska, gdy po II wojnie wpływy stalinowskiego reżimu zakreśliły mroczny krąg. Przez całe życie stał na stanowisku (będącym także stanowiskiem „Kultury”) , że zagrożenie to może i musi minąć, gdy w Rosji Polacy będą mieli swoich sojuszników i przyjaciół, a każdy z narodów przezwycięży w sobie szowinizm narodowy i pokusy imperialistyczne. Stanowisko otwarte – nadziei w stosunku do przyszłości być może stanie się realizacją mądrych rad Norwidowskich.

W liście do Andrzeja Wajdy (pisanym w 1987 r.) również wspomina o Norwidzie i podarowanej akwareli:

„(…) Z Norwidem kłopot jest z jego grobem, bo nikt nie wie, gdzie są jego zwłoki, czy prędzej jego kostki. Pochowany we wspólnym grobie, został potem przeniesiony do jednego z trzech grobów, w którym są pochowani Polacy ze stwierdzeniem jedynie, że to byli bliscy Hotelu Lambert. Przyszło mi na myśl, że może najlepiej byłoby spróbować odwiedzić zakład św. Kazimierza, którego przedziwne schody kiedyś namalowałem: wysokie, wąskie między celami, gdzie jego mieszkańcy mieszkali. Tam też jest zachowany pokój, gdzie jakoby Norwid miał umrzeć. Kiedy byłem w Rzymie, poznałem syna właściciela wielkiego sklepu z różnemi pamiątkami. Były tam między innemi albumy czy jeden album jakiejś polskiej hrabiny, czy nawet pani Kalergis, w której się Norwid kochał, z różnemi podpisami sławnych ludzi, między innymi Norwida, i wklejoną dość dużą akwarelą, gdzie jakaś postać podnosi kamień grobowy i tak z grobu wychodzi. To naturalnie aluzja Polski zmartwychwstającej pędzla Norwida. Ta akwarela należała do mnie, bo ofiarował mi ją syn właściciela tego sklepu. Wisiała zwykle koło mego łóżka, ale tknięty poczuciem, że wszystko, co jest koło mnie, gdzieś zginie prawdopodobnie w jakimś koszu, darowałem tę akwarelę zakładowi św. Kazimierza, gdzie od tego czasu wisi” . [cytuję za: Zeszyty Literackie 132, 2015 r].

Autor: Elżbieta Skoczek


Na zdjęciu: Pawilon Józefa Czapskiego, wystawa stała. (fot. Elżbieta Skoczek)

[1] Józef Czapski, Wyrwane strony, Les Ediotions Noir sur Blanc 1993, s. 274.

[2] tegoż, Akademia i Norwid, w: Czytając, Kraków 1990, s.353.

[3] tegoż, Na nieludzkiej ziemi, Warszawa 1990, s. 115.

[4] tamże, s.114.

[5] tegoż, O Norwidzie w: Czytając, Kraków 1990, s. 14.

[6] tegoż, Akademia i Norwid, tamże, s. 344.

[7] tegoż, List do przyjaciela–Rosjanina zamieszczony w Wyrwanych stronach, Les editions Noir sur Blanc 1993, ss.273-282.

[8] tegoż, Lechoń i jego Dziennik, w: Czytając, Kraków 1990, ss. 442-444.

[9] Wojciech Karpiński, Portret Czapskiego, Wrocław 1996, s. 96.

[10] Józef Czapski, Patrząc, Kraków 1996, s. 125.

[11] tegoż, Spowiedź dziecięcia wieku, w: Tumult i widma, Kraków 1997, s. 55.

[12] tamże, ss. 61-62.

Tagged with:     ,

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

Komentarz

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją