Czapscy o Powstaniu Warszawskim

Maria Czapska w 1970 roku w Kulturze zrecenzowała Pamiętnik z Powstania Warszawskiego Mirona Białoszewskiego.  Kończąc napisała: „Powstanie Warszawskie wpisane jest w dzieje naszego narodu, dzieje niepodobne do innych narodów. Naznaczyło ono dwie generacje, a następna dowie się o nim z pieśni i powieści, tak jak my poznawaliśmy Powstanie Styczniowe. Niezwykły Pamiętnik Mirona Białoszewskiego dopełni obraz […] Miron dał nam swoim ułamkowym słowem wizję tamtych wypadków nowa i niepowtarzalną”.

Józef Czapski napisał w 1964 roku.

„Jestem wobec Powstania typowym homo quidam. W Powstaniu nie byłem, żadnego udziału w nim nie brałem, ale jest ono dla mnie, jak dla każdego Polaka, jakąś datą graniczną i datą szczytową naszego polskiego losu, datą której waga dziś, po dwudziestu latach nie kurczy się w  świadomości, ale jakby wciąż rośnie”.

Trzeba tutaj wspomnieć, że wtedy Czapski przemierzał szlak bojowy wraz z Armią Andersa.

Opinię o Powstaniu Warszawskim ujął autor Oka omawiając książki dotykające tego wydarzenia m.in. Armii Podziemnej  Tadeusza Bora – Komorowskiego.

Jednak najważniejszy głos Czapskiego to list skierowany w październiku 1944 roku do Mauriaca i Maritaina. Przedstawia w nim zniszczenia Warszawy dokonane przez Niemców i przytacza fakty ukazujące politykę Stalina wobec Powstania. Władze sowieckie wzywały do walki przeciw Niemcom, po czym z całą premedytacją odmówiły udzielenia pomocy Powstaniu. Czekały aż Polacy wykrwawią się.

Czapski tak pisał do francuskich intelektualistów:

„Równolegle z walką prowadzoną w Warszawie widzimy gorączkową działalność na całym świecie, mającą na celu szkalowanie polskich sił walczących. Po zażartej kampanii przeciwko wodzowi naczelnemu naszej armii, generałowi Sosnkowskiemu, który w rozkazie dziennym otwarcie powiedział o tym, że pomoc aliantów była niewystarczająca, a teraz mamy nową kampanię przeciwko generałowi Bór-Komorowskiemu, dowódcy obrony Warszawy i aktualnie dowódcy wszystkich naszych sił zbrojnych. Telegramy z Moskwy nazywają zbrodniarzami dowódców odpowiedzialnych za powstanie, do którego właśnie Moskwa zachęcała ze wszystkich sił, którego się domagała.

Gazeta amerykańska, czytana przez tysiące żołnierzy, uznała za stosowne napisać wytłuszczonym drukiem: „Polacy uciekają z Warszawy”. Nie wiem, czy ten amerykański redaktor pozwoliłby sobie, by mówić o ucieczce, gdyby chodziło o żołnierzy amerykańskich, którzy walczyliby sześćdziesiąt trzy dni otoczeni przez wroga sto razy silniejszego, bez broni i prawie bez pomocy ich aliantów. I jeszcze z perspektywą bycia oskarżonym o zdradę i deportowanym w głąb Rosji”.

Czapski szczegółowo przedstawia, to co dzieje się w Warszawie, a co najpewniej docierało do niego poprzez komunikaty kierowane do dowództwa Armii Andersa:

„Trudno jest mówić o Warszawie, ponieważ to, co się tam dzieje, przechodzi granice naszej wyobraźni. Miasto liczące więcej mieszkańców niż przedwojenny Rzym, większe niż Los Angeles i dwa razy większe od Lyonu jest zrównane z ziemią. Armia Krajowa i cała ludność walczy bez żywności, bez broni, nie poddając się, pomimo iż od tygodni Warszawa pozbawiona jest wody, dziesiątkowana przez tyfus i szkarlatynę, broniąc każdego domu z szaleńczą determinacją i potwierdzając przed światem swoje pragnienie niepodległości. Nasze kościoły, biblioteki, Uniwersytet Warszawski, historyczne pałace i tysiące domów, w których mieszkało ponad półtora miliona ludzi, zostały zniszczone. Liczba zabitych i rannych jest oceniana na dwieście tysięcy.

Przez obóz przejściowy w Pruszkowie przeszło do dnia 27 września dwieście czterdzieści trzy tysiące cywili ewakuowanych siłą przez Niemców (ogromny plac bez najmniejszych urządzeń sanitarnych, z setkami niepochowanych trupów, z egzekucjami dokonywanymi w tym samym obozie). Ci nieszczęśnicy, to były matki, żony, dzieci polskich żołnierzy, którzy walczyli w Warszawie i walczą na wszystkich frontach. Żołnierze Ci coś są warci, albowiem dowódcy armii alianckich czynią im zaszczyt powierzając najtrudniejsze i najbardziej odpowiedzialne zadania; to oni zdobyli Monte Cassino i Ankonę, to oni brali udział w najcięższych walkach pod Falaise i w Arnhem; i zawsze z tą samą nierozsądną wiarą, że jest sprawiedliwość na świecie, i że przelana krew nie jest krwią przelaną na próżno.

Przedstawiam w skrócie kilka faktów.

W październiku 1943 polski ruch podziemny otrzymuje od swojego rządu w Londynie rozkaz współdziałania z oddziałami sowieckimi. To współdziałanie zaczyna się od momentu wejścia armii rosyjskich do Polski; Powstanie Warszawskie jest jego logicznym skutkiem. Oddziały sowieckie wchodzą na Pragę (dzielnicę Warszawy), 30 lipca radio moskiewskie rzuca apel do ludności Warszawy, z którego cytuję kilka zdań: „Cała ludność miasta musi się skupić wokół Armii Krajowej. Obywatele Warszawy, do broni! Atakujcie Niemców i ułatwiajcie przejście przez Wisłę wojskom sowieckim. Jeden milion mieszkańców to jest milionowa armia, która walczy o wolność Polski.”

Ponaglana przez radio sowieckie, zagrożona eksterminacją, Warszawa powstaje. Warszawa jest najważniejszym węzłem komunikacyjnym na całym froncie wschodnim. Powstanie blokuje te arterie, wywraca plany naczelnego dowództwa Wermachtu, wiąże w tym sektorze znaczące siły. Taktyka rosyjska: dowództwo sowieckie odmawia jakiejkolwiek pomocy Warszawie, piętrzy przeszkody przeciw akcji pomocy podjętej przez aliantów, odmawia wykorzystania swoich baz lotniczych i utrzymuje ten zakaz w ciągu czterdziestu dziewięciu j dni decydujących dla losu Warszawy, podczas gdy ta pomoc mogła być jeszcze skuteczna; i ostatecznie decyduje się na „wspaniałomyślny gest”, w temacie, którego propaganda rosyjska robi dużo szumu, gest polegający na spóźnionych zrzutach broni i żywności wtedy, gdy wiadomo już było, że jest za późno, by uratować Warszawę. Jedynym powodem upadku Warszawy jest brak jakiejkolwiek pomocy podczas I pierwszego okresu ze strony tych, którzy mogli i powinni byli jej udzielić.

W ostatniej fazie Powstania, kiedy los Warszawy był już przesądzony, przybyła pomoc – spóźniona i nieskuteczna. Jedyna operacja na wielką skalę została dokonana przez lotnictwo amerykańskie, przez czterysta latających fortec. Jednak, mimo iż osiemdziesiąt procent zrzu- 1 conego materiału trafiło do rąk Polaków, chodziło tu o żywność, która mogła wystarczyć zaledwie na dwa dni. Pomoc dostarczona bez zwłoki przez Rosjan podczas pierwszej fazy powstania pociągnęłaby za sobą wyzwolenie Warszawy ratując stolicę od całkowitego zniszczenia, oszczędzając mieszkańcom okrutnych cierpień i śmierci. Ten skrót wydarzeń, bez użycia naszej wyobraźni mówi bardzo mało.

Nie znacie krzyku rozpaczy warszawskiego radia?

Tak przypuszczam, ponieważ są na świecie siły, które chcą zagłuszyć to wołanie o pomoc.

Istnieje propaganda, która od czasu utworzenia w 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow, wyspecjalizowała się w metodzie rozpowszechniania tez nierzeczywistych oraz inna, zbieżna, która odniosła sukces we współczesnych krajach demokratycznych, polegająca na nie zwracaniu uwagi na niewygodne fakty. Ale czy w tym kraju jest osoba, która chciałaby odkryć prawdę, poznać wartość i cierpienie kraju, nawet, jeśli nie jest w stanie mu pomóc?

Z radiodepesz z Warszawy, z tych ostatnich dwóch miesięcy możemy wyczytać nieustanne nawoływania o pomoc w zakresie żywności i broni; jeszcze 27 sierpnia radio informuje nas, że Armia Krajowa z całych sił wspiera działania armii sowieckiej i czyni to wierząc, że ta współpraca w kontekście działań wojennych utworzy podstawę uczciwego układu między dwoma krajami. Karmiona przez optymistyczne komunikaty radiowe aliantów, wiadomościami o ogromnych bombardowaniach w Niemczech, ludność nie przestawała wierzyć w nadejście wielkiej pomocy i czekała na tę pomoc, tak jak w roku ’63 nasi powstańcy czekali na pomoc Napoleona III, a nawet na przybycie Garibaldiego z jego armią na ratunek.

29 sierpnia radio nadaje: „Stolica Rumunii, zaledwie dwa dni po tym jak powstała przeciwko swoim aliantom, otrzymuje pomoc, o którą my błagamy od dwudziestu sześciu dni i na którą Warszawa na próżno oczekuje. Czyż trzeba być wrogiem przez okres pięciu lat, a nie najwierniejszym sojusznikiem, aby otrzymać pomoc?”

Śledzimy w radiu opisy kobiet, które w dymie z pożarów, podczas ataku na centralę telefoniczna, biorą udział w akcji, w pracach saperskich i górniczych.

Śledzimy walkę toczącą się na Starym Mieście, jednym z najpiękniejszych zabytków architektury polskiej, który już nie istnieje. Jego gotycka katedra pod wezwaniem Świętego Jana jest dzisiaj stosem popiołów. Dowiadujemy się również o zdobyciu budynku Komendy Policji, które poprzedza zdobycie przez powstańców kościoła Świętego Krzyża (gdzie spoczywa serce Chopina).

Warszawiacy dowiadując się przez radio o zwycięstwach aliantów na frontach Zachodu, słuchali również mowy Churchilla, który nalegał na oddanie Rosji naszych ziem wschodnich.

„Czyż za tak długie i krwawe męki mamy utracić połowę Polski? – woła radio warszawskie”.

Warszawa walczy o prawa i o wolność nie tyko swoją, ale i całej Polski. Warszawa nie przestaje czekać, słuchać głosów dalekiego Zachodu i tej mowy Churchilla, która dociera do nas… Wszystko staje się jasne, w momencie, gdy zdajemy sobie sprawę, że Polska nie ma już sił, wykrwawiona, że z taką Polską nie potrzebujemy już pomocy”.

Jeszcze to zdanie: „Tak wiele daliśmy z siebie, a tak mało pomogliśmy sprawie polskiej. Są to słowa i myśli całej Warszawy”. Jednakże wszystkie te komunikaty żywią się jeszcze nadzieją płynącą z radości walki ludu brutalnie podbijanego przez okres pięciu lat.

Po chwilowym wycofaniu się, Rosjanie na nowo zajmują Pragę, dzielnicę prawobrzeżnej Warszawy. I oto po pierwszym wybuchu nadziei na zbliżającą się pomoc rozchodzą się wiadomości o deportacjach. W komunikacie z 30 września czytamy: „Nikt na świecie nie chce nas słuchać… Jest ktoś, komu zależy, aby naród polski przestał istnieć… Nie możemy zrozumieć, z jakiego powodu i w jakim celu Anglia pozwala Rosji nas prześladować… W chwili, gdy wybuchło powstanie, w Warszawie nie było ani broni ani amunicji. Zdobyliśmy je od Niemców tracąc jednego człowieka za każde dwa karabiny. Pozostawiono nas bez pomocy, gdyż Anglia stwierdziła, że pomoc dla Polski nie opłaca się jej.

Zbyt duża pomoc dla tak małego państwa, mówili angielscy politycy… Warszawa walczyła karabinami przeciwko armatom, granatami przeciw czołgom. Walczyliśmy pod ostrzałem artylerii i bomb niemieckich. Pomimo tego przeżywaliśmy momenty radości: pierwszym było wkroczenie armii sowieckiej na Pragę, a innym przybycie amerykańskich samolotów. Dopiero dzisiaj widzimy, jak byliśmy zwodzeni ciesząc się nadejściem Rosjan, wierząc, że nie powtórzą swoich działań z 1939 roku. Dopiero teraz widzimy, że przybyli do Polski, aby nas zniszczyć”.

Obrońcy otrzymują pewne wieści o wywożeniu przez Rosjan ludności na Syberię. Wybucha oburzenie, żal do wszystkich aliantów. A więc to dlatego biliśmy się, dlatego stolica została zniszczona? W komunikacie radiowym z 2 października, wygłosiliśmy do aliantów słowa pełne goryczy.

Bardzo możliwe jest to, że mieszkańcy Warszawy nie orientują się dostatecznie, jakie trudności należy pokonać, aby zorganizować skuteczną pomoc od aliantów. Niemniej jednak rozdzierający krzyk ludności w niebezpieczeństwie świat musi usłyszeć. To wołanie nie dochodzi do Was, bo jest autentyczne. O, gdyby było zredagowane przez biura propagandy Moskwy, Berlina, Londynu, czy Waszyngtonu, usłyszelibyście je we wszystkich audycjach, wszystkie gazety cytowałyby je w swoich nagłówkach”.

Warto 1 sierpnia sięgnąć po ten list Czapskiego do Mauriaca i Maritaina, i poczuć ton rozgoryczenia w głosie żołnierza Armii Andersa, ocalonego z sowieckich łagrów i od kuli w tył głowy.

O autorze /


Copyright 2018 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora. Autorka wszystkich tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . W roku akademickim 2017/2018 prowadziła zajęcia na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski) . Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii, która ukaże się w 2019 roku.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją

Wspieraj FUNDACJĘ SUSEIA, wydawcę strony o Józefie Czapskim

W tytule przelewu wpisz: Darowizna na cele statutowe.
nr konta FUNDACJI SUSEIA w MBANK: 
95 1140 2004 0000 3102 7696 9203
Przekazując darowiznę i wypełniając roczny PIT od dochodu można odliczyć kwotę dokonanej darowizny, aż do 6% Twojego dochodu. Zapłacisz niższy podatek.