Czapski o twórczości Leo Lipskiego

Zdjęcie: Leo Lipski

„Już o pierwszej książce chciałem Panu napisać, bardzo ją przeżyłem – ta zdaje mi się ostrzejsza”.  To fragment z listu Józefa Czapskiego do Leo Lipskiego (z sierpnia 1970 roku), w którym malarz zachwyca się jego mikropowieścią Piotruś i nawiązuje do wcześniejszej książki, czyli do Dnia i nocy. Odmienne zdanie o Piotrusiu miał Andrzej Bobkowski, który pisał do Giedroycia:

„Niewiele rozumiem z Lipskiego, ale chłopak ma talent – to nie ulega wątpliwości. To wcale nie takie straszne – jest to właściwie proza abstrakcyjna – tak jak obraz abstrakcyjny. To nie jest genre, który do mnie przemawia, ale w tym coś jest, jakiś potężny ładunek”.

„Ładunek” ten był powiązany z erotyzmem, którego nadmiar w książce zarzucano Kafce z ulicy Bugraszow (jak nazwał Lipskiego Joffe). Redaktor był jednak solidarny z opinią Czapskiego i odpisał Bobkowskiemu, że w pisaniu tym, czuje wielki talent.
Autor Oka bardzo przeżywał chorobę Lipskiego (prawostronny paraliż) i rozumiał jego lęk przed śmiercią oraz chęć dotarcia do czytelników, zaistnienia w kręgu literatury polskiej. Dlatego starał mu się pomóc i motywował go, pisząc:  „Po ostatnim Gombrowiczu – o ileż książka Pana jest głębsza i potrzebniejsza – bez śladu mizdrzenia się, pozerstwa”.

„Leo Lipski był autorem bezustannie zmagającym się z katastrofą: wewnętrzną, związaną za postępującą deterioryzacją swojego ciała, i zewnętrzną, obejmującą koniec znanego mu świata wraz z wojną i Zagładą. Na miejsce katastrofy tworzył perwersyjne, seksualne i agresywne konstrukcje opowieści o relacjach między płciami, skatologii i pamięci. W tym Lipski był pisarzem jednocześnie osobnym, różnym od swojego pokolenia pisarskiego, twórcą wciąż niedocenionym i niekanonicznym, ale także wyjątkowo polskim. Lipski wyrażał pewną formułę polskości: słabej, nienawistnej męskości bezustannie projektującej ekscytujące ofiarnicze rytuały masochizmu” – napisał Jan Borowicz.

Giedroyc w 1957 roku wydał Dzień i noc, w 1960 r. Piotrusia. Na łamach Kultury opublikował jeszcze opowiadanie Miasteczko. Nie odważył się na więcej. Po latach żałował, że z powodu swojej pruderii nie wydał w Bibliotece Kultury Niespokojnych. Napisał, że proza ta „dosłownie ściska w gardle”.

Niespokojni – to powieść Lipskiego, która najpełniej odkrywa fascynację prozą autora Podróży do kresu nocy. Podobna składnia zdania, identycznie przemyślana koncepcja wstrętu, tylko miłość inna. Bohater- narrator rozdziału Trzech ojców (z Niespokojnych), wygłosił swoistą laudację pod adresem francuskiego pisarza. Odkrywa w niej przed czytelnikiem literackie korzenie i wskazuje jednoznacznie na Louisa-Ferdinanda Céline’a, mówiąc: „Najsilniejszy środek wybuchowy w literaturze. Gdyby się chciało trochę przesadzać, można by powiedzieć, że jego zdania mogą zabijać”.  Lipskiego zachwyciła surowość, suchość i brak emocji, wręcz okrucieństwo w języku autora Śmierci na kredyt.

Julia Kristeva w Potędze obrzydzenia. Eseju o wstręcie, nazwała to „efektem Céline’a”, tłumacząc:

Céline „odwołuje się do tego, co wymyka się w nas obronom, temu, co wyuczone, słowom, albo do tego, co z nimi walczy. Nagość, porzucenie, zdenerwowanie, ból, upadek, zranienie. To, czego się nie wyznaje, ale o czym wiadomo, że jest wspólne: wspólnota niska, ludowa lub antropologiczna, miejsce sekretne, któremu są poświęcone wszystkie maski. Céline zmusza nas, byśmy myśleli, iż jest prawdziwe, że tylko ono jest autentyczne, i jesteśmy gotowi, by iść za nim, pogrążeni w tym kresie nocy, gdzie na nas czeka, zapominając, że jeśli nam je pokazuje, to dlatego, że on sam trzyma się z daleka: w tym, co napisane”.

Leo Lipski urodził się w 10 lipca 1917 w Zurychu, a zmarł 7 lipca 1997 w Tel Awiwie. Pochodził z inteligenckiej rodziny żydowskiej Lipschützów. Jego pierwszym językiem był niemiecki, potem polski. Rodzice, gdy chłopiec miał sześć lat, przenieśli się do Krakowa. Tutaj uczył się w Gimnazjum Św. Jacka. Przed II wojną światową opublikował swoje pierwsze utwory m.in. w Kuźni Młodych, Naszym Wyrazie, czy Pionie. Gdy wybuchła wojna z Niemcami, uciekł do Lwowa. Niestety stamtąd został zesłany do obozu pracy nad Wołgą. Był pomocnikiem lekarza. Wraz z Armią Andersa wydostał się z Rosji i dotarł do Teheranu. I w tym momencie poznał Czapskiego. Zachorował na tyfus, potem przeszedł zapalenie mózgu. Został zwolniony z wojska i z Iranu trafił do Palestyny. Tam niestety doznał częściowego paraliżu prawej strony ciała (w 1945 roku), dlatego też do końca życia pisał lewą ręką, a w ostatniej fazie życia utracił także czucie w nogach. Był obłożnie chory. Opiekowała się nim Łucja Gliksman, przyjaciółka, historyk literatury. Jak zwykle w takich sytuacjach badacze mają pretensje i odkrywają co jakiś czas niechlubną ingerencję opiekunki pisarza w jego w dzieła.

Od 1945 roku na stałe zamieszkał w Tel Awiwie. W 1949 roku rozpoczął prace nad opowiadaniami, które ukazały się w Bibliotece Kultury w 1957 (Dzień i  noc), zaś w 1955 roku otrzymał pisarz za nie literacką nagrodę „Kultury”. Rekomendował go do niej Józef Czapski. Z Leo Lipskim na przestrzeni lat wymieniali między sobą listy. Część z nich jest zastrzeżona (właśnie przez Łucję Gliksman).

Leo Lipski, po samobójczej śmierci Jana Holcmana w 1963 roku,  na prośbę Giedroycia przesłał wspomnienie o pianiście.

W 1975 roku pisarz wraz z opiekunką przyjechał na trzy tygodnie do Paryża. Oczywiście spotkał się z Jerzym Giedroyciem i Gustawem Herlingiem – Grudzińskim. Spędził też czas z malarzem. Wrażenia z tej wycieczki opisane są w książce Paryż ze złota.

Sarni braciszek

 ”Było to tuż przed wojną, w Krakowie.

W Krakowie, po ulicach którego chodzili wówczas Tadeusz Peiper, profesor Taubenschlag, Joachim Metallmann.
Ulica Miodowa, rozbiegani Żydzi, Żydzi w sklepach, manufaktura, żelazo, sklepy z rybami, sklepiki spożywcze, Tempel, bóżnice, drewniane platformy z okuciami na kołach, Żydówki sprzedające groch, Żydówki w karakułach, tłok, bele towarów, domy mieszkalne z klozetami zawsze na zewnątrz, suteryny, jamy, podwórza wybijane nierówną kostką.
Na poddaszu domu mieszkało siedem dziewcząt-łani. Miały długie nogi, były piękne pięknością zwierząt. Najstarsza miała osiemnaście lat, najmłodsza dziesięć. Najstarszą zabieraliśmy na dalekie przechadzki, do Parku Jordana, na kopiec Kościuszki, do Tyńca. Średnią, dwunastoletnią, uczyłem grać na fortepianie. Przepraszam cię, duszo, jeśli istniejesz. Powinienem był przygotowywać ci czekoladę codziennie, ubierać cię jak królewnę, ale miałem za mało wyobraźni, żeby przewidzieć, jakiego losu doznasz.
Tymczasem w domu Ewy wrzeszczy Abek: „Ja się boję za kurę, ja się boję”. To matka Abka wsadzała go do ubikacji, w której trzymała też kury. Następnym stopniem kary było wywleczenie na strych, gdzie zamykała Abka w klatce z gęsiami. Stamtąd już słyszało się sam krzyk, w którym się odróżniało: „…za gęś… za gęś…”.
Jego matka była żoną kuśnierza, który w jednej izbie pracował, chował Abka, żył z żoną. Był to chudy mężczyzna z długą brodą, która nie pozwalała ocenić wieku. Na tym samym ganku siedziała pani Rosenzweig, która była prawostronnie sparaliżowana, „bo w klozecie za dużo gniotła”, wytężała się za bardzo. Jej mąż był złotnikiem, miał sklep na Stradomiu, i mieli już większe mieszkanie: mieli kuchnię. Jej istnienie zależało od matki Abka, pani Reich. Ona to bowiem pomagała gotować, ona rozumiała niewyraźny szept staruszki.
Pewnego razu Ewa powiedziała mi: „Czy chcesz coś interesującego zobaczyć, a raczej kogoś? Umówię się z nim na jutro”.
Ten drugi chłopczyk był jedynym bratem dziewcząt-saren, które były podobne do siebie, jakby odlane, na trochę różny sposób, z jednego doskonałego metalu. Miały wąskie, długie oczy, pływające w niebieskiej glicerynie, cerę brązową, śliczne szyje, proste nosy, czerwone wargi, trzymały się prosto z nieludzką gracją. On, jedyny męski potomek, miał lat pięć. Wstawał na poranną modlitwę, gdy był prawie świt, kiedy to służący z bóżnicy wołali, budząc mężczyzn: „Jidiloch, jidiloch, wstawajcie, wstawajcie”. Głos zanikający. Było to pomiędzy Nowym Rokiem a Sądnym Dniem. Budził ojca, który mocno spał.
Wiem o nim mało. Ale wiem, że jego powinien by malować Velázquez, bo on jest królewiczem wszystkich czasów. Gdy usiłuję go przypomnieć sobie, nie mogę. Jest zbyt nieokreślony, jakby podlegał prawu Heisenberga; o drgających konturach, przezroczysty, wąska ręka, szara jak u dwuletniego dziecka. Jego opowiadania o systemie kar w chederze: najpierw należało wejść pod stół, potem pod łóżko; fantastyczne plany — zamiana części fajki na cukierki.
Mówił mi też, że uczą się modlitw „Szma Izrael” — Słuchaj, Izraelu; „Mode ani” — Ja dziękuję; i różnych „Brachot” — błogosławieństw przy jedzeniu owoców z drzew, owoców z ziemi. Tą drogą doszliby w ciągu roku do Ksiąg Królów i Ksiąg Proroków.
On już odchodzi ode mnie. Zasnuwa się jak mgłą. Gdy jemu coś się stało, to nie mamy prawa istnieć, ani ja, ani Ty.

I działo się to na rogu ulicy Bożego Ciała, koło kościoła Bożego Ciała, niedaleko Skałki”.

Czytajcie prozę Leo Lipskiego, warto i w dodatku jest dostępna w internecie.

O autorze /


Copyright 2019 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora. Autorka wszystkich tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . W roku akademickim 2017/2018 prowadziła zajęcia na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski) . Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii, która ukaże się w 2019 roku.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją

Wspieraj FUNDACJĘ SUSEIA, wydawcę strony o Józefie Czapskim

W tytule przelewu wpisz: Darowizna na cele statutowe.
nr konta FUNDACJI SUSEIA w MBANK: 
95 1140 2004 0000 3102 7696 9203
Przekazując darowiznę i wypełniając roczny PIT od dochodu można odliczyć kwotę dokonanej darowizny, aż do 6% Twojego dochodu. Zapłacisz niższy podatek.