„Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta” – twórczość Pawła Jocza

portrety kolorowe wykonane przez Pawła Jocza

W niepublikowanej dotąd rozmowie z Markiem Wittbrotem, Paweł Jocz wspominał:

– Jeśli chodzi o Czapskiego, szczególnie po śmierci Claire [Claire Browne – żona Pawła Jocza, przypis redakcji] wiele mi pomógł w mojej trudnej psychicznie sytuacji. Byłem u niego kilkakrotnie. Często rozmawialiśmy na temat jego przeżyć rosyjskich, jego oceny świata wschodniego. Z przerażeniem zastanawialiśmy się nad wiszącym nad nami carskim butem żandarma. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten mrok tak szybko zostanie rozpędzony, że czarne chmury rozjaśnieją wyborem polskiego papieża.[…]

Paweł Jocz urodził się 6 maja 1943 roku w Wilnie. Zmarł 21 października 2008 w swojej pracowni, w Boulogne pod Paryżem. Rzeźbiarz, malarz i rysownik. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Po raz pierwszy pokazał swoje prace w 1967 roku w Sztokholmie. W 1970 roku zamieszkał na stałe we Francji. Wystawiał w wielu krajach Europy, uczestniczył w licznych indywidualnych wystawach.
Jest autorem monumentalnych rzeźb „Solidarność ludów” (Wielsbeke w Belgii) oraz „Elewacja” i „Chmura
poety” (na obrzeżach Paryża). Jego prace znajdują się w siedzibie Polskiej Akademii Nauk w Paryżu i Bibliotece Polskiej na Wyspie św. Ludwika, a także w Muzeum Kinematografii i Muzeum Historii Miasta Łodzi. Robił ilustracje do książek, a także pisał teksty poświęcone sztuce współczesnej. Wśród rzeźb na szczególną uwagę zasługują prace dedykowane wybitnym kompozytorom i muzykom, m. in. Ludwikowi Beethovenowi, Aleksandrowi Tansmanowi i Arturowi Rubinsteinowi.

W 1988 roku ukazał się album „Paweł Jocz” wydany przez Museum Demetzhuis w Wielsbeke, który traktuje w sposób retrospektywny twórczość, malarską, rzeźbiarską i rysunkową. W 1999 ukazały się dwa albumy: „Paweł Jocz – twórczość” i „Wanted – rysunek”.

Ludwik Lewin opowiada Dawidowi Dziedziczakowi o Pawle Joczu i jego twórczości.

 

 

Rzeźba, popiersie Artura Rubinsteina, autor: Paweł Jocz

Artur Rubinstein, rzeźba Pawła Jocza

A poniżej tekst wspomnienie  napisany przez Marka Wittbrota, pallotyna, który wiele czasu spędził na rozmowach z artystą.

Paweł Jocz (1943 – 2008)

Rok 2008, jak poprzednie lata, w każdym poszczególnym przypadku inaczej się zaznaczył. Każdy ma swój kalendarz i swoje godziny, dni lepsze lub gorsze, chwile, do jakich wraca albo – od nich ucieka. Istnieją bowiem daty, które raczej odwodzą od zwierzeń niż do nich zachęcają. Istnieją fakty, jakie niezbyt chętnie wspominamy. Nie są one jednak obojętne. Nie sposób ich wymazać. Nie da się wyrzucić ich z pamięci.

Goszcząc na początku października w rzeźbiarskiej pracowni przy allée du Vieux Pont de Sèvres 1740, nie przypuszczałem, że pierwsze jesienne spotkanie w Boulogne okaże się podwójnym pożegnaniem. Po dłuższym niewidzeniu – i przedłużonym przez Pawła letnim pobycie w Cielcach – mieliśmy „pogadać o Stefanii”, o Bremie, o czerwcowych, bolesnych dla wielu osób wydarzeniach. Mieliśmy, jakby na pożegnanie, „wznieść puchary” i uczcić osobę, która przez lata była blisko, miała swój udział w różnych paryskich przedsięwzięciach. Paweł wielokrotnie dzwonił do Bremy, długo wówczas przekonywał, wspierał, zachęcał do walki z chorobą. Rok wcześniej doszło do niespodziewanej wizyty nad Wezerą i, w gruncie rzeczy, wyjątkowego, bardzo serdecznego spotkania. Wracając – po swoich wystawach w Toruniu i Lund – przez Danię i Niemcy, przemierzając Dolną Saksonię ze swoją dwuosobową „eskortą”, Paweł zatrzymał się w hotelu w Oyten. Rozmowa z bardzo już wtedy schorowaną moją matką, dyskurs prowadzony między północą a drugą w nocy, do jakiego doszło na granicy Hansestadt Bremen, był jakby potwierdzeniem, że warto żyć w pełni, trwać mimo różnych zagrożeń i, mimo pogarszającej się z każdym dniem sytuacji, nie poddawać się.

Przed tegorocznym, feralnym jesiennym porankiem życie w pracowni nieopodal Sekwany płynęło, jak dawniej, swoim nurtem. Były liczne, nowe plany i ambitne zamierzenia – tym razem związane z wiosenną wystawą. Marzec-kwiecień 2009 to termin zaplanowanej od dawna ekspozycji w łódzkiej Miejskiej Galerii Sztuki. Paweł nie potrafił i nie chciał inaczej funkcjonować. Niejednokrotnie zaskakiwał swoimi pomysłami. Swoim zaśnięciem o świcie 21 października zaskoczył jeszcze raz i – jak stwierdziła wtedy jego córka, Sophie – „było to jak zwykle mocne uderzenie”.

W ostatnich latach – w sprawach, o których łatwiej milczeć niż mówić – niewiele było osób, które nie tylko oferowały mi swoją pomoc, lecz wspomagały w każdy możliwy sposób. Na wszystko, czego doświadczałem ze strony Pawła, istnieje właściwie tylko jedno, proste a zarazem najbardziej adekwatne określenie: przyjaźń. Dzięki tej przyjaźni możliwe do przeprowadzenia stały się rozmaite pallotyńsko-niepallotyńskie przedsięwzięcia. To Paweł był jednym z głównych propagatorów idei podjętych przed laty przez księdza Sadzika. To on doprowadził do utworzenia nagrody jego imienia. To on ją finansował: organizował podróże, gościł nagrodzonych pod swoim dachem, przygotowywał całą uroczystość (tylko raz, w 2001 roku, wręczenie Nagrody im. Sadzika odbyło się w domu przy rue Surcouf). To on kipiał pomysłami i wspomagał wytrwale każdą niemal, najpierw „naszorodzinną”, a następnie „recogitową” inicjatywę. Jeśli zaś o mnie bezpośrednio chodzi, w dużym stopniu to dzięki niemu udało mi się przetrwać trudny, najtrudniejszy, najgorszy czas.

„W każdym człowieku, nawet najprostszym potrafi coś znaleźć dla swojej sztuki. To jest refleks jego widzenia filozoficznego duszy ludzkiej, podpatrzenia” – zwierzyła się kiedyś autorce jedynej, jaka dotychczas powstała, obszernej pracy poświęconej „Portretom w twórczości Pawła Jocza” matka rzeźbiarza, Genowefa Jocz. Felicja Maria Pawlicka, poruszając kwestię, ważnego w biografii Pawła, dialogu prowadzonego z ojcem, Konstantym Joczem, zwróciła uwagę, iż związany od 1967 roku z Francją polski rysownik i rzeźbiarz „był zawsze bardzo wrażliwy na wszystkie dysonanse”. Posiadał rzadką zdolność niezgadzania się, nieakceptowania, podważania banalnych prawd, a właściwie półprawd powielanych przez różne zbiorowości. W swoim widzeniu ludzkich spraw był zawsze oryginalny, indywidualny, głęboki i, mimo rażącej niektórych bezpośredniości, delikatny. Szukał drogi, linii – prowadzącej wprost do ludzkiej duszy.

Pawła Jocza niestety już nie ma wśród żywych. Pozostały jego rysunki i rzeźby, jego refleks, jego wnikliwe spojrzenie, jego otwarte, gorące serce i niespokojny duch. Osobiście za lata – niezwykłej dla mnie, wyjątkowej, niepowtarzalnej – przyjaźni, zaś w imieniu pisma i środowiska, które współtworzył, za twórcze wsparcie – dziękuję!

Marek Wittbrot, Kolonia, 16 listopada 2008 roku,  Hauptbahnhof

Portret tuszem namalowany przez Pawła Jocza

Paweł Jocz , bez tytułu , 1997 rok. Praca do kupienia w Art-Maniac

Mariusz Rosiak tak pisał:

„Paweł Jocz urodził się rzeźbiarzem. To nie podlega dla mnie dyskusji. Świat od początku jawił mu się w trzech wymiarach, bardziej może nawet przez dotyk niż spojrzenie – był namacalny, miał materię, temperaturę, kształt. Dopiero, kiedy zaczął rysować, okazało się, że może obejść się bez trzeciego wymiaru. Ale te subtelne i szalenie emocjonalne rysunki zdradzają mimo wszystko – mimo swojej urody i siły – temperament rasowego rzeźbiarza.

Cała rzeźbiarska twórczość Jocza kręci się wokół portretu: tors, popiersie, głowa, rzadziej pełna postać. Materią, w której najlepiej się czuje i w której najpełniej realizuje się jego temperament, jest beton i brąz. Z punktu widzenia rzeźbiarskiego zadanie, jakie stawia sobie Jocz, jest – wydawałoby się – stosunkowo proste: przelać w surową i ciężką materię całą swoją czułość, radość i gniew. Zakląć raz na zawsze najskrytsze swoje przeczucia i obsesje. Znaleźć dla nich kształt, nadać im formę, wzburzyć powierzchnie, by – mówiąc słowami Józefa Czapskiego, który zawsze był bliski Joczowi i którego wielokrotnie odwiedzał w Maison-Laffitte „rzeźbiarsko wyrazić ból i grozę życia”. Zwracam uwagę na powierzchnie rzeźb Jocza – napięte, wrażliwe, pulsujące jakimś wewnętrznym życiem. Tak jakby były w stanie nieustannego wrzenia, jakby nigdy nie stygły, nie krzepły…

W tych uczłowieczonych – dosłownie i w przenośni – formach odciska się dramatyzm i patos ludzkiej egzystencji. Tak jakby w człowieku – w jego oczach, grymasie na twarzy, geście, skurczu mięśnia – przeglądał się, a może odciskał, cały kosmos. Człowiek – zdaje się mówić Jocz – to brzmi dumnie, ale i wieloznacznie. Jego portrety – na ogół noszące indywidualne rysy osób żyjących i nieżyjących, bardzo często kompozytorów – wyrażają w tym sensie skargę i skruchę, radość i rozpacz, uniesienie i zwątpienie. Będąc pełne życia – same stają się życiem”.

 

 

Nakładem Wydawnictwa Yot-Art ukazały się książki:

PAWEŁ JOCZ, „IN MEMORIAM”, 2013
ANNA SOBOLEWSKA, PARYŻ BEZ ULIC. JOCZ, NIEMIEC, URBANOWICZ I INNI, 2015
PAWEŁ JOCZ, ZAMYŚLENIA, 2015

Do kupienia w Wydawnictwie Yot-Art

Na VIMEO można obejrzeć film Patykiem i tuszem” o Pawle Joczu. Realizacja: Woytek Mazurek.

O autorze /


Avatar

Copyright 2020 - Ela Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora. Autorka wszystkich tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . W roku akademickim 2017/2018 prowadziła zajęcia na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski) . Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją

Wspieraj FUNDACJĘ SUSEIA, wydawcę strony o Józefie Czapskim

W tytule przelewu wpisz: Darowizna na cele statutowe.
nr konta FUNDACJI SUSEIA w MBANK: 
95 1140 2004 0000 3102 7696 9203
Przekazując darowiznę i wypełniając roczny PIT od dochodu można odliczyć kwotę dokonanej darowizny, aż do 6% Twojego dochodu. Zapłacisz niższy podatek.