Miron Białoszewski i Czapski

„Sobota: I nagły telefon od Ludki, że Białoszewski umarł, a ja na wszystko reaguję ze zmęczoną obojętnością”. Zapisał Czapski w dzienniku  (1983 rok).

Tutaj trzeba wyjaśnić, skąd ta obojętność malarza, który wchodził w 88 rok życia. To zmęczenie, te ciągłe śmierci najbliższych, ciągłe odchodzenia, ale także brak zrozumienia i oddalenie od tych, którzy mieszkali najbliżej.  To trudny okres dla niego. Samotność, przerywana niekiedy spotkaniami z młodymi: Kasią – tłumaczką, Teresą, Adamem, Wojtkiem…

Pisał w latach sześćdziesiątych: „Co w Mironie zaraz mnie do niego przekonało, to jego twarz i oczy. Czy czuję naprawdę jego poezję – nie wiem. (…) Jego uwaga głęboka (…) i ta pewność, że mówi się z człowiekiem jakąś władzę, jakąś samoistność w sobie mającym”.

Ludwik Hering- przyjaciel malarza pisał o młodym poecie do Czapskiego, do  Francji. Znamy to z listów. Potem Miron pisał do Czapskiego. Kiedy autor „Chamowa” zaczął chorować  na gruźlicę, wtedy w 1957 roku autor „Na nieludzkiej ziemi” z Kotem Jeleńskim zorganizowali w Paryżu  dla niego pomoc materialną.

Miron Białoszewski spotyka się po raz pierwszy z Józefem Czapskim w Maisons – Laffitte w styczniu 1959 r.  W Paryżu Miron był z Arturem Sandauerem. Ślady tego wyjazdu można odkryć w zbiorze Białoszewskiego „Szumy, zlepy , ciągi”  w opowiadaniu Ja i Artur S. w Paryżu.

Do Czapskiego pojechał z polecenia swego mentora Ludwika Heringa, który był przyjacielem Czapskiego od 1934 r.  Białoszewski poznał  Ludwika w 1940 roku. Pisał w Tajnym dzienniku: „Ludwik starszy o 13 lat .Bardzo mnie szokował swoimi poglądami. Jednocześnie tym przyciągał. Ale miał mało czasu. (…) To były jakby przejścia na skos, skoki poprzez wiek, cenzusy, otoczenie. Szkoły na skrót”.

Z opowiadania Ja i Artur S. w Paryżu:

„Było akurat po deszczu. I akurat sobota. Czyli neonów dwa razy tyle co zwykle, bo liczą się odbicia. Umówił mnie Józio Cz. z Arturem S. w wielkiej kawiarni na rogu Saint-Germain i Saint-Michel. Zajrzałem do kawiarni. Jasno. Lustra. Tłum. Uciekłem przed drzwi”.

Potem zauważył Sandauera i poszli pod Notre Dame. Potem umówili się do Luwru na niedzielę, mieli się spotkać pod Giocondą.

Tak opisuje Sekwanę:

„Sekwana zielona i wąziutka. Między betonami w korytku. Trzeba podejść całkiem , żeby ją zobaczyć. Na bulwarze Saint-Germain ani śladu Prousta. Innego dnia wlazłem tam w kupę”.

Białoszewski mieszkał w „Grand Hotel du Nord”, przy ul. Rosier (po polsku tak napisał poeta) , przeprowadził go tam Sandauer. Był to malutki hotel.

„Hotel był ciasny wszędzie. W wychodku siedziało się z kolanami na drzwiczkach. W windzie, jak jechałem z Józiem, tośmy się ledwie mieścili. Wietrzyć się tu nie chciało. Śmierdziało wiecznie niedopałkami”.

Wspomnienia z Paryża znajdujemy też w opowiadaniu „Stacja: Żydzi do mnie”.

„Nad schodami napis w secesyjnym wygięciu i szyku „Metropolitain” ; to było dla mnie odkrycie, że aż krzyknąłem do Józia.

– ach , to jest skrót!”

Miron opisuje metro i kloszardów, którzy tam znajdują ciepło, nocując w oparach  wydobywających się z kraty.

„Józio Cz. zaprowadził mnie do pierwszego Metropolitain, czyli do stacji zwanej Châtelet.

Do Wieży Eiffela nigdy nie doszedłem. […] jak ją widać, jak ma Paryż pod rozkrokiem nóżek.

Przed Châtelet, czyli pierwszym moim metrem, Józio Cz. uprzedza:

– Od razu musisz się nauczyć jeździć metro, to nie trudno, tylko trzeba uważać. „Interdit” to „zabronione”, pamiętaj. Trzeba uważać na strzałki, na kierunki. Żeby nie pomylić rozgałęzień. Bo wszystko jest tylko w jedną stronę, naprzód, cofania nie ma. Jeżeli przegapisz co i pomyślisz, to wtedy dużo trudu z odtwarzaniem drogi. Można się pomylić znowu i znowu, i coraz gorzej. Ta stacja właśnie Châtelet, jest najskomplikowańsza, bo ma najwięcej skrzyżowań, rozgałęzień, korytarzy. My ją nazywamy „Żydzi do mnie”, bo nie tak dawno zabłądził na niej Żyd z Polski, co chciał w tył, to się plątał gorzej, a to labirynt… w końcu wpadł w popłoch i krzyknął:

– Żydzi do mnie! – po polsku.

I wyobraź sobie, że natychmiast znalazł się Żyd i go stąd wyprowadził”.

Miron relacjonuje swój pobyt w Paryżu w liście do Ludwika Heringa: (styczeń 1959 r.)

„Byłem dziś u Józia. I jadę do nich na piątek, sobotę i niedzielę. Bardzo się z tego cieszę i cały czas o tym myślę. Bo Paryża nie mogę jeść. Zostaje malarstwo (które oglądam i Józio). Dwie najciekawsze rzeczy w Paryżu. […] Był taki wieczór […] kiedy przywlokłem się do nich na ostatnich nogach. Usiadłem w fotelu. Józio puścił nagle Requiem Mozarta. […] Józio mnie rysował”.

Miron Białoszewski

Rysunek Józefa Czapskiego z 1959 r. , a na nim Miron Białoszewski

W książce Hanny Kirchner „Miron. Wspomnienia o poecie” znajdujemy relację Sandauera, pod tytułem: Podzwonne Białoszewskiemu:

„Na śmierć byłbym zapomniał o naszym wspólnym pobycie w Paryżu, w 1959 roku. Sam mieszkałem w PEN-Clubie, jego musiałem jednak umieścić w dzielnicy, gdzie by się mógł wyjęzyczyć po polsku. Wynająłem mu pokój przy rue des Rosiers, gdzie na każdym kroku słyszało się oba języki, z którymi osłuchał się od dzieciństwa, żydowski i polski. Dodajmy, że piękności oficjalnych oglądać nie lubił, po muzeach i galeriach chodził niechętnie. Największe wrażenie z przygód paryskich zrobiło na nim runięcie w jego izdebce starej hotelowej szafy, czemu też poświęcił wiersz. […] Po trosze pokazywałem mu Paryż, ba!”.

Sandauer nie wspomniał jednak o pobycie Białoszewskiego u Czapskiego. Może nie wiedział o tej wizycie?

30 kwietnia 1958 roku Białoszewski pisał do Czapskiego:

„Od paru dni wisi na moich nowych drzwiach (nowego mieszkania) Pana Kasjerka. Zawiesiliśmy ją z Ludwikiem. Patronuje domowi, teatrowi (w mieszkaniu), publiczności. Między jej zawieszeniem (teraz) a zobaczeniem Tramwaju przed siedemnastu laty (u Ludwika) zamyka się moje myślące życie”.

Białoszewski do Czapskiego, lipiec 1958:

„Ciągle myślimy (z Ludwikiem), że nasz teatr jest prostszy niż wydaje się Panu z daleka. Podobnie z moimi wierszami. Tak proste (są), że ludziom nie przyjdzie do głowy. Szukają zawsze i wszędzie wygibów, których nie ma”. [odczytane z rękopisu – Elżbieta Skoczek]

W liście do Józefa Czapskiego z lutego 1959 r., Miron opisuje swój pierwszy kontakt ze  sztuką  Czapskiego  w  mieszkaniu Heringa przy ul. Częstochowskiej: „Ludwikowy akt na tle biblioteki po Panu to było pierwsze zetknięcie się moje z prawdziwym malarstwem, pierwszy zapach sztuki. I dosłownie: zapach, od obrazów i od książek. (…) Pisze pan o swojej niedoskonałości odbioru teatru czy poezji. A to niemożliwe, niedosłyszenie i niedowidzenie przez Pana mojej poezji, naszego teatru – rzeczy związanych z Ludwikiem, czy wprost w wielkiej części od niego pochodzących. Chyba znam Pana prawdziwego, chyba nie tylko »śmieszny człowieczek« z czajniczkiem, ale w ogóle od wielu stron, żywo – i dlatego tak mi Pan bogaty, bliski w tym wszystkim, mądry, święty”.

Czapski zaś pisał do Białoszewskiego:

„Dziękujemy, że o nas pamiętasz, przesyłając nam swoje ostatnie książki, i poezję, i prozę. Piszesz, że od Ludwika wiesz o moim >>sukcesie<< – co to jest sukces? Znaczy i cieszy naprawdę, jak paru przyjaciół, bliskich, twoje obrazy widzi, a sukces to na to, żeby mieć spokój materialny” [fragment listu Józefa Czapskiego do Mirona Białoszewskiego;  źródło: Miron Białoszewski „Tajny dziennik”].

Czapski obecny duchem w kręgu Białoszewskiego.  Uratował przed wojną Heringa od samobójstwa, po wojnie dzięki niemu zaś poznał poetę.

Księgozbiór Józefa Czapskiego:

1/  Było i było / Miron Białoszewski, wyd. w 1965 r. – Białoszewski posłał Czapskiemu książkę z dedykacją: „To reminiscencja rozmów poety z Ludwikiem i Ludmiłą – przesyłamy jako drobną ciekawostkę pani Marii i panu Józefowi na pamiątkę.”

2/ Drugi egzemplarz z dedykacją Józiowi

3/ Donosy rzeczywistości  wydane w 1973 r. Czapski otrzymuje do Mirona z dedykacją:

„P. Maryni i Józiowi / Czapskim / z którymi widziałem się / już aż 15 lat temu. / Nie tak dawno dopiero / Lu. mi uświadomił / – ty o Paryżu, i / co u nich… te nowości / a to ile lat temu? / Bardzo jestem / ciekaw czy Pani / Marynia tę historię / żydowską zrealizuje / kiedy i jak, a może / to już się udało? / Bo z tą taśmą / z nagraniem czy się / udało? Bo chyba / chodziłoo trudy / spotkania opowiadaczki / Miron / Warszawa 17 kwietnia / 1974” / „Ja piszę dalsze „Donosy” / z tym, że niektóre są / liryczno-mieszkaniowo-leczeniowe / albo balkonowe. / A jest i cała wyprawa / na kirkut z Ludwikiem / przez dziurę w murze, /rozmowa, chodzenie / po cmentarzu i potem / po Powązkach – po Burakowskiej / M.” / „Ukłony od Leszka, / którego Przyjaciel Misio Holender / tu występujący też, ten / tomik do Maison L. / z Holandyi wysyła. / M.”

4/ Odczepić się ., wydane w 1978 r. z dedykacją: Dedyk.: „Józiowi i p. Maryni Czapskim z wielkimi uściskami”.

5/ Teatr Osobny 1955- 1963 – , wydane w  1971 z dedykacją : Dedyk.: „[wieczorem po czytaniu wierszy u Ludwika Heringa] Józiowi ten teatr nasz na raty pokazywany (przymierzany) najpierw przeze mnie a potem osobno przez Ludmiłę (…) Nad ranem <Książę strudzony zasnął na oboje ucho>.”

6/ Zawał wydane w 1976 r.  z dedykacją : „Józiowi i p. Maryni”.

O autorze /


Avatar

Copyright 2019 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora. Autorka wszystkich tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . W roku akademickim 2017/2018 prowadziła zajęcia na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski) . Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii, która ukaże się w 2019 roku.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją

Wspieraj FUNDACJĘ SUSEIA, wydawcę strony o Józefie Czapskim

W tytule przelewu wpisz: Darowizna na cele statutowe.
nr konta FUNDACJI SUSEIA w MBANK: 
95 1140 2004 0000 3102 7696 9203
Przekazując darowiznę i wypełniając roczny PIT od dochodu można odliczyć kwotę dokonanej darowizny, aż do 6% Twojego dochodu. Zapłacisz niższy podatek.