Murawska, teatr i obrazy…

„Socrealizm w Polsce trwał krótko i nie zdążył przeorać świadomości. Nie zapomniano czym jest sztuka. Natomiast w „awangardę” ludzie- szczególnie młodzi – skakali z głową i nogami. Bezkrytycznie przyjmowali propozycje zachodnich marszandów. Konsekwencje są o wiele głębsze i rozleglejsze, a spustoszenie kulturalne trudne do odrobienia” – mówiła w wywiadzie udzielonym Mirosławowi Supruniukowi, Ludmiła Murawska –Péju.

Urodziła się w 1935 roku. Jako 3-letnia dziewczynka spotkała Józefa Czapskiego. Było to w pracowni Czapskiego. Zabrał ją tam Ludwik Hering, jej wuj– malarz, pisarz, reżyser, inscenizator i scenograf w Teatrze na Tarczyńskiej i Teatrze Osobnym. To on po śmierci jej ojca, w roku 1941, został opiekunem Ludmiły.

To spotkanie odciśnie ślad na jej malarstwie.

W latach 1941-1944 uczyła się w prywatnej szkole Szachtmajerowej w Warszawie. Na początku powstania została wraz z rodziną wypędzona do obozu na Zieleniaku, potem przebywała w Pruszkowie. Była bliska śmierci głodowej. Udało się jej rodzinie przedostać do wsi Mały Brzozów pod Milanówkiem, potem dotarła do Radomia. W latach 1945-1950 mieszkała z matką Ludwiką, babką, wujem Ludwikiem i ciotką Lucyną Heryng w Łodzi i tam uczęszczała do szkoły podstawowej.

Wojna, widok palącego się getta odciśnie ślad na jej malarstwie.

Ludwik Hering i Józef Czapski – tych dwoje odegrało wielką rolę w mojej biografii artystycznej – mówiła po latach Ludmiła.

Ludmiła Murawska, po mężu Péju. Marcelu Péju, który był od 1953 roku do 1962 sekretarzem generalnym Les Temps Modernes, pisma Jean-Paul Sartre’a.

Pierwszy raz spotkała go w 1959 r. w czasie przedstawienia Teatru Osobnego. Było to w mieszkaniu Mirona Białoszewskiego przy pl. Dąbrowskiego 7. Oglądał wtedy spektakl. Pamięta, że siedział na podłodze, potem zamienili kilka słów. Tyle… Spotkali się po latach, w Paryżu, kiedy ona w 1966 roku – po wielu perypetiach z otrzymaniem zgody na wyjazd zagraniczny – zawitała do stolicy Francji. Był jedną z trzech osób (poza Elżbietą Colin i Piotrem Rawiczem), którą zaprosiła na rue Lamandé, gdzie udostępniono jej hangar na jeden wieczór teatralny. Pokazała tam wtedy Ofelię i Szajloka. To jednak opowieść na inną okazję.

Ludmiła Murawska – aktorka Teatru na Tarczyńskiej , a potem Teatru Osobnego , teatru wuja Ludwika Heringa, Mirona Białoszewskiego i jej. Teatru, o którym niestety napisano wiele nieprawdy, z czym całe swoje życie walczyła. Tą nieprawdą było przypisywanie autorstwa sztuk Mironowi Białoszewskiemu i wymazywanie roli jej wuja. Niestety przyczynił się do tego sam autor „Chamowa”.

Ludmiła Murawska – Péju to artystka, malarka. Od dzieciństwa rysowała. Jej wrażliwość artystyczną kształtował Ludwik Hering, przyjaciel Józefa Czapskiego, jeszcze sprzed II wojny światowej. Zresztą z malarstwem autora „Oka” miała do czynienia od dziecka. Oglądała wiszące w ich domu obrazy: „Łazarz”, do którego Czapskiemu pozował Hering (obraz zaginął w czasie wojny), Tramwaj i rysunki. I oczywiście te kwiaty wiszące nad jej łóżkiem. Kwiaty malowane przez Czapskiego, grudkami farby.

Dzidka – tak nazywał ją wuj, który miał bzika i chciał zrobić z niej malarkę.

Pisał w 1947 roku do Czapskiego:

„Moja bliska rodzinna grupa to matka, dwie siostry i mała Dzidka, która ma teraz jedenaście lat. Robię z niej malarkę – może jestem zaślepiony, ale uważam, że nie ma drugiego dziecka, które by tak malowało, jak ona. […] Kocham małą, a ona ma do mnie bezgraniczne zaufanie i sama jest tym malowaniem przejęta. Może bym coś przesłał, ale sens ma cała kolekcja – jeden rysunek nie „reprezentowałby” jej właściwie”.

Młodzieńcze malarstwo nie podobało się ciotkom. Nie rozumiały go. W pracowni Ludmiły, w Warszawie, oglądam jej prace rysowane specjalnie dla nich, na imieniny, czy inne okazje.

– Dostałam to niedawno, bo zmarła jedna z moich ciotek. Likwidowali mieszkanie i te koszmarki znowu do mnie trafiły. Cóż, to też jakaś moja historia. Ale to nie moje malarstwo.

Jej młodzieńcze malarstwo było rzeczywiście zupełnie inne.

„Przesyłam Ci pięć rysunków Dzidki – dwa w innym liście. – pisał Hering do Czapskiego w 1947 roku. Ona ma w tej chwili jedenaście i pół roku. Maluje i ja „jestem” przy tym malowaniu od dwóch lat. Posłała rok temu serię rysunków do „Przekroju” – i tam, jak wiem, wywołało to sensację”.

Rysunki Ludmiły przesłał też do Jana Cybisa, który miał stwierdzić tylko: każde dziecko jest świetnym artystą. Żalił się więc Hering Czapskiemu, że Cybis nie zauważył momentu, który dzieli sztukę dziecka od sztuki świadomej. Jednak gdy Czapski spotkał się z Cybisem (ok. 1947 roku), to mówili o rysunkach Ludmiły i od razu napisał o tym do Heringa:

„[…] Mówił o jej rysunkach czy obrazach, o tym, co widział ze szczerym zachwytem. Ja Ci nie piszę żadnych wielkich słów, zanadto mi chodzi o to, żeby Twoje dziecko było wielkim malarzem, przyślij mi jej fotografię – wiem, jak strasznie łatwo taki talent zmarnować”.

Juliusz Starzyński, historyk sztuki po obejrzeniu serii rysunków Ludmiły powiedział: „zdumiewające”, „wypadek bez precedensu w historii sztuki”. To podtrzymywało na duchu Heringa i nadawało sens jego pracy, pracy mentora…

11 i pół roku. Wtedy Ludmiła Murawska zaczęła malować swój pierwszy olejny obraz i Ludwik informował Czapskiego:

„[…] zaczęła malować pierwszy obraz olejny, który – wybacz szalonemu – -miał świetne momenty Czapskiego”.

W wieku 12 lat Ludmiła Murawska otrzymała stypendium Ministra Kultury i Sztuki z kwotą 5000 zł miesięcznie, a w 1950 roku mieszkanie na Woli, gdzie potem wraz z wujem się przeniosła. Była to jej pracowania. Sen o cudownym dziecku trwał.

Pisał do Czapskiego:

„Mimo sukcesu mam już przeciwko sobie opozycję, że wychowałem bonnardystkę – czy kapistkę – co u nas na jedno wychodzi. – Strasznie jestem ciekaw, co Ty na to powiesz nie mogę niestety przesłać kolorowych – w ogóle należałoby przesłać całą kolekcję, żebyś miał pojęcie. Cieszę się tym i na pewno napiszę więcej – bo to mój obecny bzik”.

Ten bzik trwał wiele lat, prawie do końca życia Ludwika Heringa, czyli do roku 1984.

„Powiem Ci pierwsze wrażenie uderzające: to wcale nie robi wrażenia rysunku dziecinnego, może nawet dzięki temu mniej uroku, ale to jest rysunek, widzenie zupełnie dorosłe z wszystkimi płynącymi z tego możliwościami i niebezpieczeństwami. – pisał Czapski do Heringa. Najwięcej mi się podobają te rzeczy, gdzie – kolor zapisany – ta próba portretu – przede wszystkim ten z papierosem – najmniej akty – może się mylę, ale w tych aktach jest niebezpieczeństwo jakiejś maniery, jest jedyne, ale duże niebezpieczeństwo bonnardyzmu. Chcę jej posłać na Twój adres parę rysunków Cloueta, Degasa i , zadaje mi się , ona MUSI obok tego rodzaju roboty zdobyć się na rysunek całkiem inny, gdzie można skontrolować obiektywnie, co jest wypadkowe, a co jest świadome, rysunek piłowany z gumką, ze studiowaniem natury długim. Ona musi opanować rękę, żeby nacisk ołówka, walor, zestawienie ciepłe – zimne – mogły być nie tylko „szczęśliwe czy nieszczęśliwe”.

Najbardziej Czapskiemu podobał się rysunek „Kwiaciarka”:

[…] aż mnie uderzyło pokrewieństwo tematyki i wizji – w tym, o czym ja kiedyś marzyłem i co mnie tak zafrapowało.

W listach przyjaciół Czapskiego i Heringa temat kształtowania malarskiego Ludmiły powraca wciąż i dzięki nim dowiadujemy się o jej pracy w tak młody wieku.

„Ona się ciągle zmienia, rozwija – ma zdumiewającą łatwość – ale wydaje mi się, że ciągle jeszcze ustrzegłem ją od manieryzmu. Gdybyś mógł zobaczyć, jak to wszystko wygląda! – Są nawet obrazy olejne 1 m na 70 i w tych jeden Cyrk robiony na notatkach, które naturalnie są śladem po Twoim malarstwie”.

W 1948 roku opinię o malarstwie dziewczynki napisał … Władysław Strzemiński, bo zwróciło się o to do niego ministerstwo. […] „mimo różnych zastrzeżeń wypadła przecież bardzo pochlebnie dla mnie [dla Ludwika Heringa – przypis autorki] i dla niej.

Wuj stwierdził w jednym z listów, że Dzidka to jego i Czapskiego dziecko. Oczywiście dotyczyło to kształtowania jej drogi malarskiej:

„Pomyśleć: żeby nie Ty, nie miałbym takiej córeczki – i Twoje ojcostwo jest zupełnie istotne. Bez egzaltacji – na zimno i obiektywnie – to chyba najdziwniejsza z historii, jakie się zdarzają”.

W 1948 roku w „Poland of Today” New York pojawił się artykuł o Ludmile Murawskiej, z artykułem i okładką o niej. Tekst napisał Ludwik Hering. Redaktorzy wycięli jednak zdanie, gdzie Hering napisał o … Józefie Czapskim.

„Powiedz Dzidce, ze ten Józio z czerwonymi oczami już nie ma złotych włosków, w włosy żółtoszare, jak włosie ze starej kanapy, i że byłby szczęśliwy, gdyby ją kiedyś mógł poznać i ucałować, i żeby ona go starego też polubiła”.

Ciągle rysowała, malowała. Ukończyła w 1952 r. Liceum Ogólnokształcące im. J. Sowińskiego i rozpoczęła studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1958 roku uzyskała dyplom w pracowni Nachta – Samborskiego. Nie znosiła Jana Lebensteina, który był wówczas jego asystentem. Spotkali się potem po latach na Tarczyńskiej, tam Jan miał swoją pierwszą indywidualną wystawę w 1956 roku.

Paryskie spotkania

Spotkali się ona i Józef Czapski w 1966 roku. Przez wiele lat starano się, by mogła przyjechać do Paryża, by tam dotknęła światowego malarstwa. Czapski namawiał Ludwika, by zintensyfikował starania, bo tylko tu, we Francji, może ona poznać historię sztuki. Dotknąć tradycji malarskiej i ją wchłonąć, przetrawić i wyciągnąć coś dla siebie.

Lata 1948-1966 to była ciągła odmowa uzyskania dla niej paszportu, mimo że Włodzimierz Sokorski (ówczesny Minister kultury i sztuki) był pod wrażeniem twórczości cudownego dziecka, i nawet pomógł jej powrócić na studia, gdy została usunięta.

Gdy znalazła się w końcu w stolicy Francji, swoje kroki skierowała do Maisons-Laffitte. Z rulonem dziesięciu zwiniętych swoich obrazów oraz kartonem obszytym płótnem, do którego Ludwik zapakował kostiumy Ofelli, Kleopatry, Racheli i Szajloka pojechała do Marii i Józefa, by pokazać im teatr. Teatr przede wszystkim Ludwika Heringa. To misja, by Czapski mógł w ten sposób spotkać się z nim po 27 latach. Spotkać poprzez twórczość, działanie. Ale to też opowieść na inną okazję.

„Paryż jest także jednym z najważniejszych centrów sztuki dawnej. Nie tylko przeszłość żywi. Na jednym z wernisaży współczesnego światowego malarza było kilkanaście osób, a na wystawie Vermeera – 8 milionów. Odkąd zaczęto mówić o nowoczesności, zaczęło się odchodzenie od pełni i ciągłe obniżanie poprzeczki. Rezygnacja z człowieka, rysunku, koloru, kompozycji itp. Aż doszło do białej ściany z nazwiskiem autora. Nie chodzę na nowoczesne wystawy, chyba że przez przypadek. Nie brudzę sobie świadomości – jak mówił Waliszewski.

Mówiło się i jeszcze mówi, że zmieniły się kryteria sztuki. Ależ to jest po prostu gra w chińczyka, to nie znaczy, że szachy zmieniły reguły gry – mówiła Ludmiła Murawska – Péju w rozmowie z Elżbietą Dzikowską w 1988 roku.

Ludmiła – Ikona malarstwa i teatru. Jej obrazy znajdują się w polskich kolekcjach muzealnych i w prywatnych zbiorach w Polsce i na świecie.

Po powrocie do Polski, by przeżyć, malowała wiele portretów. To historia literatury i sztuki (także tej teatralnej) zamknięta w wielu portretach: Iwaszkiewicza, Białoszewskiego, Nałkowskiej, Siemiona, Kucówny, Kotarbińskiego, Czapskiego…

I jeszcze o twarzach:

Kiedy przyjechałam do Maisons-Laffitte Józef Czapski pomagał mi na podłodze rozwinąć przywiezione przeze mnie zrolowane obrazy. Pierwsza pokazała się głowa „Księcia duńskiego”. Józef wtedy przypadł do ziemi i na czworakach znieruchomiał i przyglądał się obrazowi przez dłuższą chwilę. Był twarzą w twarz z „Księciem”.

Tak malować twarz!!! – krzyknął po chwili.

On był zazdrosny o moje portrety, o te twarze– powiedziała Ludmiła, gdy przeglądałam kolejne portrety w jej pracowni.

Warszawa, czerwiec 2019 roku

 

Tagged with:     ,

O autorze /


Avatar

Copyright 2020 - Ela Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora. Autorka wszystkich tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . W roku akademickim 2017/2018 prowadziła zajęcia na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski) . Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją

Wspieraj FUNDACJĘ SUSEIA, wydawcę strony o Józefie Czapskim

W tytule przelewu wpisz: Darowizna na cele statutowe.
nr konta FUNDACJI SUSEIA w MBANK: 
95 1140 2004 0000 3102 7696 9203
Przekazując darowiznę i wypełniając roczny PIT od dochodu można odliczyć kwotę dokonanej darowizny, aż do 6% Twojego dochodu. Zapłacisz niższy podatek.