"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Wasilij Rozanow

Kolejną fascynacją literacką była dla Czapskiego twórczość Wasilija Rozanowa. Z tego kręgu kulturowego ten właśnie pisarz zajmował najważniejsze miejsce. Poznanie tej cząstki literatury rosyjskiej zawdzięczał Dimitrowi Mereżkowskiemu, który w 1918 roku zwrócił jego uwagę na pisarza zakazanego w Rosji. Dimitr Fiłosofow, którego Czapski też wówczas poznał, był przyjacielem Rozanowa i zarazem jego odkrywcą i oponentem (zwłaszcza w kwestii zagadnień religijnych). Tych dwóch intelektualistów rosyjskich odkryło przed nim inny wymiar historii i katolicyzmu. Od momentu poznania pism autora W świecie niejasnym i niepewnym poszukiwał ludzi, którzy się z nim spotykali, a którzy mogliby mu o nim opowiedzieć. Z tego też powodu udał się do mieszkania Remizowa.

Nad dziełami Rozanowa pochylał się bardzo często, studiował je, pragnął zgłębiać. W eseju Sprzeczne widzenie: Rozanow-Mauriac pisanym przed wojną, a dokończonym dopiero w 1957 roku, wspominał tę chwilę, kiedy po raz pierwszy Mereżkowski odwołał się w rozmowie do postaci autora Osamotnienia. Zachęta do czytania pism Rozanowa była podobnie jak i twórczość Dostojewskiego, odtrutką na filozofię Tołstoja, którą był omotany Czapski. Przywołanie tego pisarza pojawiło się w rozmowach w czasie, gdy Rozanow był już umierający z choroby i głodu, i choć przez całe swoje życie był rozdarty pomiędzy chrześcijaństwem a religiami antycznymi wierzył, że Chrystus przyjmie go na tamtym świecie.

W 1957 roku na łamach “Kultury” Czapski opublikował tekst pt. O “Wyborze pism” Rozanowa, w którym wyraził swoje zadowolenie z udostępnienia czytelnikom zachodnim tych jakże fascynujących tekstów. Wydane przez wydawnictwo Czechowa w 1956 roku w Nowym Yorku, zostały opatrzone wstępem J. Iwaska. Wówczas Rozanowem interesowali się w Paryżu Daniel Halévy, André Gide i Drieu de la Rochelle, z którymi Czapski miał przyjemność spotykać się. W Polsce Julian Tuwim żywił dla rosyjskiego pisarza zachwyt, myśląc zarazem o przetłumaczeniu jego utworów. Czapski uważał, że tylko ten polski pisarz zrobiłby to doskonale, gdyż posiadał niesamowite wyczucie języka rosyjskiego, a także miał ów zmysłowo-słowotwórczy stosunek do słowa. Obok autora Kwiatów polskich jeszcze Wacław Rogowicz rozczytywał się w Rozanowie i nawet pracował nad książką jemu poświęconą. Sam Czapski również próbował pisać o nim i borykanie się z tym tematem trwało u niego prawie trzydzieści lat. Pierwszym etapem był 1932 rok, kiedy to zakończył duży esej złożony z dziesięciu rozdziałów, lecz nie dał go do druku, gdyż marzył o dopracowaniu go i pogłębieniu. Tekst, któremu tyle czasu poświęcił, stał się świadkiem wojennych zmagań; uratowany z piwnicy spalonego domu przy ulicy Czackiego w Warszawie – uszczuplony o cztery pierwsze rozdziały – powrócił do autora, gdy ten przebywał w Paryżu. Po dokonaniu wnikliwych poprawek, które były raczej tworzeniem na nowo i przełożeniu na francuski ukazał się on jako wstęp do wyboru pism Rozanowa w tłumaczeniu Reznikowej La face sombre du Christ u Gallimarda, w 1964 roku.

Właśnie w owym ocalonym eseju, który ostatecznie zabrzmiał pod tytułem Sprzeczne widzenie: Rozanow – Mauriac, Czapski podjął się przeanalizowania tematów pojawiających się u Rozanowa. Po lekturze dzieł tych dwóch pisarzy odkrył płaszczyznę wspólną, choć w wyciąganiu przez nich ostatecznych wniosków ze swoich przemyśleń widział ich na przeciwnych biegunach. Pisarstwo Mauriaca posłużyło Czapskiemu w tym tekście do uwypuklenia myśli Rozanowa – to on i jego słowa, nie w pełni przecież dla piszącego dostępne, były bohaterami pierwszoplanowymi rozprawy. I tak oprócz przybliżenia postaci pisarza poprzez odwołania do biografii, autor dotknął problemów, które w pewnym sensie i jego nurtowały. Twórca Zwichrzonej Rusi, który zanurzony w religii prawosławia był zarazem tak daleko od skostniałych doktryn Kościoła, stał się swoistym symbolem rozdarcia człowieka w świecie. Takie uczucie nieobce było Czapskiemu. U Rozanowa miało ono charakter przejścia od ukochania świata religijnego prawosławia wręcz do negacji chrześcijańskich. W swym buncie próbował znaleźć rozwiązanie węzła, który nie pozwalał na traktowanie świata płci – miłości i świata religii bez wchodzenia na drogę konfliktu sumienia. Walczył o dostrzeganie spraw płci w Kościele, gdyż owa ignorancja tak bliskich człowiekowi spraw ukazywała tym samym ciemne oblicze prawosławia. Dla Rozanowa istotą Starego Testamentu jest utwierdzenie płci-rodzenia, zaś istotą Nowego Testamentu – przekleństwo płci. Nie znaczyło to, że opowiadał się on za “bezładem seksualnym”. Rozpusta w każdej formie była dla autora Osamotnienia “śmiercią płci”, a w ostateczności śmiercią duszy. Odrzucał jednak jeszcze gwałtowniej religijną negację płci, wzgardę. Czystość równała się bezpłodności, a ten stan był wyzuciem człowieka z kontaktu najistotniejszego, kontaktu z materią życia. Walczył tym samym z wszelkimi przejawami fanatyzmu religijnego. Na tle takiego stanowiska łatwo zrozumieć, dlaczego Mereżkowski polecił Czapskiemu uważne czytanie jego pism. Filozofia Rozanowa obok Tołstoja – skrajnego i sztywnego, wprowadzała ułamki “zdrowego rozsądku”.

Borykając się z problemami dnia codziennego człowiek musi, stworzyć sobie płaszczyznę oddechu, na której będzie mógł kontaktować się z Absolutem. Dlatego też Rozanow pisał, iż “bez modlitwy zupełnie nie można żyć, bez modlitwy szaleństwo i przerażenie”. Dla niego poza tym wielkość człowieka objawiała się w tym, że jako istota religijna był on wcześniej: przed wszelką religią. Stąd obok najbardziej morderczych strzał skierowanych w kierunku chrześcijaństwa znajduje czytelnik przenikliwe i pełne zachwytu wyrazy. Bunt i skrucha, sprzeczne widzenia rzeczywistości, siebie i innych towarzyszyły Rozanowowi do końca.

Jego relacje w stosunku do człowieka przepełnione były troską o umniejszenie cierpienia. Chciał widzieć żyjących na tym świecie w otoczeniu przemożnej opieki Boga i dążących do szczęścia. Wrogi był wszelkim przejawom “czystości”, gdyż uważał, iż do niej zawsze dochodzi się przez świadome ograniczenie siebie, tępienie związku z ziemią, bez której nie może rosnąć “drzewo życia”. Cenił organiczny stosunek do życia, nie znosił wszelkich objawów purytanizmu, który sterylizuje człowieka i zrywa więź z życiem na rzecz wydumanej idei. Człowiek był dla Rozanowa największą wartością i dlatego nie mógł pogodzić się z wszelkimi przejawami nienawiści międzyludzkiej. Pochylał się nad starym Żydem, którego w tramwaju żołnierz brutalnie potrąca; nad życiem biednej nauczycielki, która za zarobione przez cały rok pieniądze kupiła swojej starej matce płaszcz na jedwabnej podszewce, by tym samym spełnić jej dziwne marzenie i przychylić jej niebo szczęścia. Bliskie były takie reakcje Czapskiemu, który starał się w każdym człowieku znaleźć pozytywne strony, nigdy nikogo nie oczerniał, starał się wybaczać. Jeśli ktoś go uraził i nie potrafił zdobyć się na słowo: przepraszam, nie próbował odpłacać tym samym, lecz w takich przypadkach unikał kontaktów. Myślenie przez miłość[1], zapełniające tak wiele stron w dziełach Rozanowa było dla Czapskiego wzorem doskonałości istnienia człowieka.

Jakże często w kajetach Czapskiego znajduje się opisy biednych, zniszczonych przez życie ludzi, tych którzy już w swoim bytowaniu dotknęli Dostojewskiego dna. Owszem owe zapiski niejednokrotnie służyły mu jako materiał do późniejszej pracy malarskiej, niemniej jednak ukazują krąg zatrzymywania uwagi.

Rozanow oprócz analizowania problemów egzystencjalnych w filozoficzno-religijnych aspektach wyrażał swoje stanowisko wobec spraw społecznych. Nie wierzył w płodność wielkich przewrotów. Swoje miejsce widział w codziennej pracy, która pozwoli wyżywić rodzinę. Polityka go nie interesowała, nie opowiadał się po żadnej ze stron, potrafił pisać w gazetach o przeciwnych orientacjach. Nie potrafił zrozumieć ludzi, którzy w imię przekonań wyrzekali się możliwości konkretnej pracy. Wszelkie próby oderwania człowieka od realizowania siebie i zapewnienia najbliższym warunków do spokojnej pracy uważał za czyny społecznie szkodliwe. Gotów był na wszelki kompromis, byle by nie odrywano go od pisania. Dla niego ważny był człowiek, jednostka ze swoimi wadami i zaletami, uczuciami, niezależnie jakie ma przekonania i do jakiej partii należy, a nie enigmatyczna ludzkość. W tym punkcie widzenia zgadzał się z nim Czapski, lecz nie potrafił zrozumieć ignorancji, która sprawiała, że nie chciał przyjąć stanowiska w sprawach swojej ojczyzny, lecz manewrował w swoich poglądach politycznych. Autor Oka nie umiałby pójść na kompromis w żadnej ważnej i pierwszorzędnej kwestii, by na przykład oddać się ukochanemu malarstwu. Potwierdzeniem tego jest chociażby pozostanie na Zachodzie Europy po II wojnie. Żadnego kompromisu, żadnej zdrady wobec siebie i innych, którzy razem z nim przeszli piekło łagrów, a także wobec tych oficerów wojska polskiego, których ciała pokryła ziemia w lasku katyńskim.

Problemem, z którym nie potrafił sobie Rozanow poradzić odnosił się do kwestii śmierci. Przez długi okres swojego życia podchodził do końca istnienia, do wiary w nieśmiertelność duszy (tylko duszy) z dezaprobatą. Taki stan wydawał mu się czymś suchym, abstrakcyjnym i niezrozumiałym. Jednak w miłości do ludzi, którym śmierć groziła, w namiętnym pragnieniu, by ich od tego uchronić, czerpał nadzieję nieśmiertelności. Tymczasowość istnienia burzyła sens podejmowania jakichkolwiek wysiłków. Na kartach dzienników Czapskiego bardzo często gościł temat przemijania. Od wczesnych lat swego życia stykał się z nim, bo przecież wczesna śmierć jego matki, naznaczyła jego byt. Potem śmierć ojca i dramat, rozgrywający się w łagrach. Czas ten przecież znaczony był ciągłą niepewnością. Nie ogarniały go jednak myśli, które podważałyby wiarę w nieśmiertelność, chociaż – podobnie jak Rozanowa, przerażała go kategoria czasu. Z uwagi na swój wiek, ciągle odczuwał upływ chwil, które znaczone były odchodzeniem z tego świata jego przyjaciół. Być może i jego nurtowały myśli bliskie Rozanowskim westchnieniom przy konającej żonie.

Kolejnym ważnym zagadnieniem związanym z kategorią czasu było utrwalanie przeżywanych chwil. Obok życzenia Goethego: trwaj chwilo, jesteś piękna, człowiek jest zdolny do zapisywania tych mgnień. Rozanow twierdził, że najmniejszy nawet ruch ciała już zmienia myśl. On sam, gdy pisał listy często zdarzało się tak, że dopisywał rzeczy ważne dookoła całego papieru, gdyż bał się odwrócić stronę, by myśli swojej nie urwać. Odnotowywanie nagłe, wręcz błyskawiczne, sprawiło, że wielce cenione przez Czapskiego Osamotnienie i Opadłe liście są takimi właśnie zapiskami, wśród których odnajduje się odnotowanie chwili, podczas której zrodziło się wrażenie (“w łaźni” czy “przy układaniu monet”). Czapski przywołał słowa tłumacza Rozanowa na francuski, Schloezera, który zauważył, że myśli jego trzeba brać w powiązaniu z ich korzeniami i wszystkim tym, co do nich przylgnęło. Oderwanie z kontekstu wyjaławia istotę i tym samym przyobleka je w odmienne znaczenia.[2] Sposób nagłego, pod wrażeniem chwili notowania sprawia, że wśród tekstów genialnych pojawiały się zdania banalne i całkowicie ogólnikowe. I tak też się dzieje w kajetach Czapskiego, choć może wyrażenie zgody na publikowanie fragmentów w “Kulturze” sprawiło, że z wewnętrznego przymusu odarte są z tej płynności spostrzeżeń, lecz zawsze piszący za priorytet uważał, natychmiastowe notowanie swoich przeżyć. Około dwieście kajetów z osobistymi zapiskami zdają się być tego potwierdzeniem.

Wacław A. Zbyszewski w książce Zagubieni romantycy i inni zastanawiał się skąd u byłego więźnia łagrów sowieckich tyle pasji i filorosyjskości. Przyczyn takiej postawy szukał w biografii. Po pierwsze: autor Oka poznawał Rosję w Petersburgu, a stolica zawsze obdarzona jest urokiem i atrakcyjną siłą oddziaływania, której zwykle nie posiada prowincja. Carski system ucisku, tępota i brutalność, chamstwo władz znacznie bardziej rzucały się w oczy, w prowincjonalnym Humaniu czy Kijowie, niż w eleganckim zeuropeizowanym Petersburgu; po drugie okres kształtowania się pierwszych poglądów, czyli okres od trzynastego do piętnastego roku życia przypadł na najbardziej liberalne lata caratu, ostatnie lata pokoju, dobrobytu… Ucząc się w dwóch ostatnich klasach gimnazjum w stolicy, poznawał Czapski wielką literaturę rosyjską, a nie, jak to zdarzyło się chociażby w życiu Zbyszewskiego, tylko “Chrestomatię”. Według autora taki splot zdarzeń sprawił, że kultura tego narodu tak pochłaniała umysł malarza. Uczył się spojrzenia na Rosję od Brzozowskiego poprzez Norwida, a także od ludzi, którzy uczyli go szacunku dla innych. Nie mógł nienawidzić kraju, z którego wyrosła tak wielka myśl, i który był ojczyzną jego mistrzów: Puszkina, Tołstoja, Dostojewskiego, Rozanowa, Błoka, Mandelsztama…, a także spotkanych pisarzy między innymi: Remizowa i Achmatowej.

[1] Sformułowanie to odnosi się do myśli Rozanowa: My nie przez myśl kochamy, a poprzez miłość myślimy. Nawet w myśli serce pierwsze. Cytuję za Czapskim, Sprzeczne widzenie: Rozanow-Mauriac w: Czytając, Kraków 1990, s. 293.

[2] tamże, s. 282.

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Komentarz

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją