"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Z czego Pan żyje? – zapytała Misia Sert z Godebskich

Rok 1924. Paryż. Misia Sert poznaje Józefa Czapskiego, który przyszedł do niej polecony przez Józefa Pankiewicza.

Ta muza artystów (Renoira, Henri de Toulouse-Lautreca, Félixa Vallottona, Pierre’a Bonnarda i Édouarda Vuillarda) oraz natchnienie pisarzy (Prousta, Cocteau, Mallarmé, Apollinaire’a),  znajoma kompozytorów (Claude’a Debussyego, Maurice’a Ravela i Igora Strawinskiego, Karola Szymanowskiego) postanowiła pomóc kapistom. Zjechali oni do stolicy Francji, by poznawać malarstwo i uczyć się  w ekspozyturze krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni Pankiewicza. Po komplikacjach formalnych związanych z podjęciem nauki w parskiej pracowni mistrza, nie pozostało im nic innego, jak skupić się na poznawaniu światowego malarstwa (przede wszystkim francuskiego) oraz zarabiać, by jakoś przeżyć w Paryżu. Gdy wyjeżdżali z Krakowa, udało im się zebrać pieniądze, które pozwoliłyby im być we Francji przez 6 tygodni. Zostali prawie 6 lat. Czapski zajmował się poszukiwaniem pracy, zleceń dla grupy. Jako jedyny władał językiem francuskim i stąd przypadła mu rola organizatora życia w stolicy Francji. Wykorzystywał w tym celu swoje rodzinne kontakty (obracał się w arystokratycznych kręgach). To jednak nie pomagało. Kiedy nie miał grosza przy duszy, trafił do Misi.

Gdy go zapytała: „Z czego Pan żyje?”,  na jego twarzy pojawiła się rozpacz. Wtedy to ufundowała mu miesięczne stypendium i zajęła się nim. Przedstawiła go Picassowi i swojemu mężowi, Sertowi. Potem zaprosiła kapistów do siebie na obiad. Dzięki temu jej bogate przyjaciółki kupowały od nich obrazy. Nie było tych zakupów zbyt wiele, jednak na chwilę zasiliło kasę kapistów.

Namówiła malarzy, by zorganizować bal, na którym będą mogli poznać tych, którzy kupią ich dzieła. Była zaprzyjaźniona przecież – dzięki znajomości Diagalewa  –  z hrabiną Greffuhle, hrabiną Chevigne, księżną de Polignac, księżną Murat.

W 1926 roku, we wtorek, 1 czerwca wynajęła  barkę zacumowaną przy moście Aleksandra III.  Przybyła orkiestra jazzowa, płótna artystów stanowiły dekorację i rozwieszono je wokół sali do tańca. Misia zaprosiła na ten bal cały Paryż. Nie zabrakło towarzystwa skupionego wokół Baletu Rosyjskiego Siergieja Diagilewa. Był także Sergiej Nabokov, którego Czapski znał już od 1924 roku. Łączyła ich bardzo bliska relacja. Przyszedł Pierre Bonnard i oczywiście Picasso, który był – na prośbę Misi, protektorem balu.  Przyszli Rotschildowie, Reneta Radziwiłłowa oraz Dolly Radziwiłł. Zaszczyciła ich także księżna de Polignac. Pojawił się brat Misi (tzw. Cipa) z rodziną. Mimi – bratanica Misi  – miała wówczas dwadzieścia kilka lat.

Było wytwornie i z pompą, ale pech prześladował imprezę. Pierwszą tragedią było rozerwanie się sznuru pereł Dolly Radziwiłł. Gdy towarzystwo zbierało je sztuka po sztuce, zerwał się wiatr i wielka ulewa. Gdy goście zaczęli oglądać obrazy, na barce zgasło światło. Dla arystokracji nie były to idealne warunki do rozrywki… Niezrażona Misia powkładała świece do butelek po winie i rozkazała grać orkiestrze. Tańczyła podczas tego balu z Lifarem, a hrabia Harry Kessler odnotował wszelkie niedogodności balu w swym dzienniku, pisząc:

„Polacy zaproponowali radykalną formę rozrywki, której logiczną konsekwencją powinno być pęknięcie kadłuba łodzi. […] Na sam koniec przewrócił się wieszak na ubrania – goście w ciemności i na czworakach szukali poniewierających się na podłodze płaszczy i kapeluszy”.

Mimo tych niedogodności towarzystwo okrzyknęło, że bal był sukcesem…  towarzyskim (potem na tej barce organizowano kolejne bale). Dla kapistów bal był deficytowy. Czapski nabawił się tyfusu i dług ich liczył kilkadziesiąt tysięcy franków. Poszedł znowu do Misi. Pomogła mu i tym razem. Wespół ze swoimi bogatymi przyjaciółkami przekazała mu pięć czy może więcej tysięcy franków, żeby pokryć długi. Kapiści zachowali dla niej wdzięczność, w dziedzinie sztuki „była to zawsze kombinacja jej smaków, śmiałości, jej gustu, odwagi i zabawy” wspominał Czapski. Pamiętał, że była szalenie hojna, do tego stopnia, że nikt do końca nie wiedział, ilu osobom pomagała. Powiedział do niej kiedyś z żalem, że osoby, którym wiele pomógł, w chwili, gdy on potrzebował pomocy, nie myśleli, by wspomóc go kredytem. Odpowiedziała mu wówczas, że „takie jest prawo: – Il y a des gens qui portent et d’atres qui sont portés i nigdy tego nie zmienisz”. Malarz zapamiętał te słowa na zawsze.

Ta skandalistka, trzykrotnie zamężna, skłonna do nałogów, była wyrocznią w sprawach artystycznych. Gdy powiedziała, że ktoś ma talent, wtedy towarzystwo skupiało na nim uwagę, w przeciwnym razie – został odrzucany.  Kochała się w geju Diagilewie, który ją kochał „jak siostrę”. Odkryła dla świata Balet Rosyjski. Nie odkryła Coco Chanel, jak głosił podtytuł książki Arthura Golda i Roberta Fizdale’a  wydanej przez wydawnictwo Muza w 2014 r. Była jej bardzo bliską przyjaciółką.

Gdy wyszła za mąż za Serta, wtedy to gratulacje złożył jej Marcel Proust. Napisał (był  to rok 1920): „Bardzo się cieszę, że Pani umiłowana Polska została ocalona”. Bardzo często Misia mówiła o Polsce. Słuchał tych opowieści z uwagą André Gide. Według Misi, od rozbiorów Polski między Niemcy, Austrię i Rosję zawsze najgorzej działo się w zaborze rosyjskim. Gide zacytował jej słowa z 1914 roku: „To jest kraj, który pozbawił nas wolności słowa, wolności myśli i wolności religii, który chciał wyrugować nasz język, a teraz obiecuje nam wolność, nie gwarantując niczego”.

Misię kochali artyści, ale nie wszyscy. Tak samo Misia, nie wszystkich artystów dażyła sympatią. André Gide – jego nadętość i ukrywany homoseksualizm drażnił ją. Wolała jawne zamiłowanie Cocteau do przystojnych młodzieńców. Lubiła Bonnarda, ten podobno nawet się w niej podkochiwał,  Picassa nie lubiła, ale ceniła jego malarstwo. Była w bliskiej przyjaźni z jego żoną Rosjanką, Olgą, a gdy ta urodziła mu syna, Paula, Misia Sert została matką chrzestną małego pierrota, którego tak chętnie malował Picasso. Renoir namalował jej piękne portrtety, zaś Henri de Toulouse-Lautrec (ilustrator „La Revue Blanche”) zamieścił jej portret na okładkach pisma, którego właścicielem był jej pierwszy mąż –  kolekcjoner – Tadeusz Natanson.

„Jedno jest pewne,  że Verlaine’a pijanego i chorego i iks innych podziwiała, kochała, kiedy jeszcze tylko umiano się nimi gorszyć…” – mówił Czapski Ewie K. Kossak.

Misię Sert odwiedzali w jej domu przy Constantine, a potem przy Rivioli znajomi Czapskiego. I tak zaraz po wojnie  w lipcu 1945 roku dotarł do niej wybiedzony Zygmunt Mycielski. Maciej Morawski, który po wojnie w 1946 roku wraz z matką przyjechał do Paryża, tak wspominał moment poznania muzy artystów:

„Józio Czapski zabrał mnie kiedyś do tej damy – chciał, bym zobaczył jej oryginalne i przepełnione dziełami sztuki mieszkanie, wówczas na rue de Rivoli… Jak przez mgłę pamiętam super elegancką staruszkę. Serdeczną, lecz już wyraźnie schorowaną „wielką damę”.

Czapski po wojnie odwiedzał Misię zarówno przy ulicy Constantine, jak i w mieszkaniu przy Rivioli. Była już bardzo chora, niedowidząca. Jedno ze spotkań (to z jesieni 1950 roku) tak wspomiał:

„… skarżyła się, że nie ma młodych talentów. Porównywała powojenną epokę ze swoją młodością…

– Może ci się tak zdaje Misiu, przecież my jesteśmy już starzy.

A na to ona:

– S’il y avait un talent en Chine, je le saurais”.

Podobną w brzmieniu rozmowę z Misią przytoczył Zygmunt Mycielski.

Według Czapskiego była ona osobą, która – mimo choroby – kurczowo trzymała się życia, nie wiedziała do ostatniej chwili, że stoi przy niej śmierć. Mimo że była już „ruiną wielkiej przeszłości”, nadal zbierała pieniądze, żeby gdy zajdzie potrzeba, móc kogoś wesprzeć.

W pewnym momencie jednak przeczuła, że to koniec – zarządziła dokładnie ceremonię pogrzebową, wezwała księdza i wyspowiadała się. Napisała telegram do Lifara… Zmarła 15 października 1950 roku. Coco Channel ubrała ją i umalowała do trumny.


Na zdjęciu: Misia , Henri de Toulouse-Lautrec, 1897

Misia Godebska, córka rzeźbiarza Cypriana Godebskiego, wnuczka powstańca listopadowego i pisarza Franciszka Ksawerego Godebskiego oraz prawnuczka pułkownika legionów polskich i poety Cypriana Godebskiego. Jej pierwszym mężem był Tadeusz Natanson (kolekcjoner), drugim milioner Alfred Edwards, wydawca paryskiego dziennika „Le Matin”, trzecim malarz hiszpański José Sert y Badia. Była protektorką i przyjaciółką wybitnych artystów swojej epoki.

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją