"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Adam Zagajewski: „Jego dachem był wiersz Herberta”.

Pomnik Zbigniewa Herberta w Krakowie, Park Jordana

Adam Zagajewski w swoim eseju „Piłowanie i błysk” napisał o majątku hrabiego Józefa Czapskiego, czyli o tapczanie w małym pokoiku na górze w siedzibie paryskiej Kultury w Maisons-Laffitte:

„Nie było w tym  – w tej redukcji – nic uwłaczającego, nie czuło się wcale biedy, przeciwnie, tapczan stał się pałacem: jego wieżami były butelki Morandiego, jego dachem wiersz Herberta, schody ułożone były z opasłych tomów dzieł Malraux o sztuce, a ogród zastępowały dwa okna, za którymi kołysały się gałązki francuskich kasztanowców”.

„Dachem wiersz Herberta” 

Bliska Czapskiemu była poezja i proza Herberta. Poeta wrażliwy na sztukę, malarstwo, poszukujący Boga. Poeta wrażliwy na los ludzi pokrzywdzonych i na losy świata, patrzący na kondycję współczesnego świata i człowieka. To tematy, które pojawiają się w bogatej korespondencji pomiędzy autorem Oka oraz autorem Pana Cogito.

Z listu Zbigniewa Herberta do Józefa Czapskiego w 1990 roku:

„Kochany Józiu prowadzę z Tobą bez przerwy długie rozmowy na tematy ważne a nawet spory, które wzmacniają jeszcze moją głęboką przyjaźń do Ciebie.

Przesyłam Tobie wiersz p.t. „Guziki”, który wyrósł z Twojej cichej inspiracji”.

Guziki

[Pamięci kapitana Edwarda Herberta]*

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie są

aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi
przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów

Wiersz ukazał się w 1992 roku w tomie poezji pt. Rovigo.

Wcześniej w tomiku Raport z oblężonego miasta, Paryż 1983 ukazał się wiersz dedykowany Józefowi Czapskiemu pt. 17 IX.

 Józefowi Czapskiemu

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze – łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą – i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win

Zbigniew Herbert w 1957 r. otrzymał stypendium Związku Literatów Polskich i dzięki niemu mógł wyjechać w swoją pierwszą zagraniczną podróż. Rozpoczął ją w 1958 r. Udał się przez Wiedeń do Francji (maj 1958 – styczeń 1959) i pojawił się w Maisons – Laffitte.  Mimo znajomości z osobami tworzącymi paryską Kulturę, niezbyt często w niej publikował. O Giedroyciu, w październiku 1958 roku, pisał żartobliwie do Józefa Czapskiego:

„Okropnie się boję Giedroycia, który ciskał gromy”.

Po odwiedzeniu wielu krajów (pomiędzy styczniem 1959 r. a lipcem 1959 r.) przyjechał znowu do Francji, by w maju 1960 roku powrócić do Polski. Plonem tych podróży był Barbarzyńca w ogrodzie.

Do Józefa Czapskiego w marcu 1960 roku tak pisał:

„Piszę teraz moje spostrzeżenia do Włoch i Francji Południowej. Bardzo chciałbym je Panu odczytać (…) Tytuł całości ma się nazywać „Barbarzyńca w ogrodzie”.

Barbarzyńca to ja.

Bardzo serdecznie Pana ściskam i pozdrawiam a Pani Marii ręce całuję

Oddany Herbert”.

W liście tym poeta naszkicował psa.

Jan Lebenstein, który poznał poetę w 1959 roku tak go wspominał :

„(…) były też wspólne wypady, wyjazdy za miasto. Został mi na przykład w pamięci obraz pewnego popołudnia. Chyba sierpień, pełnia lata i rozświetlona fasada romańskiego opactwa benedyktyńskiego nad Loarą – jest jego wiersz Epizod z Saint-Benoît poświęcony temu miejscu. W pewnym momencie Zbyszek wyciągnął szkicownik i zaczął rysować. Nie wiedziałem, że on to potrafi. Usiadłem z boku, żeby nie przeszkadzać i nie zaglądać mu przez ramię, bo nikt tego nie lubi. Nie nalegałem na pokazanie rysunku, ale mi go pokazał. Miał talent. To był bardzo prosty rysunek, skrótowy, ale z wyczuciem światła i przestrzeni, z trafnym wyborem obiektu, który chciał utrwalić. Skojarzyłem to sobie potem z podparyską miejscowością Moret, gdzie mieszkał i pracował Alfred Sisley. Pomyślałem, że jest jakieś podobieństwo rysunków Sisleya i Herberta, a potem doszła do tego asocjacja z kreską Czapskiego…”.

Kiedy autor Martwej natury z wędzidłem otrzymał w Wiedniu, w październiku 1965 roku Nagrodę Lenaua (Internationaler Nikolaus Lenau Preis) aż do wiosny 1966 roku przebywał w Austrii. Wtedy to otrzymał „misję” od Czapskich. Ci prosili poetę, by – w wolnej chwili  – poszukał wiadomości o ich dziadku Leopoldzie Thunie oraz jego pomnika.

Herbert w liście z 10.02.1966 roku napisał:

„Gniecie mnie bardzo sumienie, że zaniedbałem śp. Dziadka Leopolda Thuna (1811-1888), byłem co prawda na uniwersytecie, ale pomniczka (jest ich bardzo dużo) nie udało mi się odnaleźć. Byłem nawet z kolegą fotografem; nie ustanę w poszukiwaniu i jak tylko opuści mnie gorączka ruszę ochoczo. Gdyż nic ładniejszego na tym złym świecie jak poszukiwania przodków i słodko szumiące drzewa genealogiczne. Mówię to bez żadnej ironii. W ogóle ironia mi zbrzydła. Trzeba głośno płakać i głośno się śmiać, a nie uśmiechać się gorzko.

Jak mi wreszcie Austryjacy przedłużą wizę ruszę chyba do Paryża i bardzo się już na to cieszę, że do nóg przypaść będę mógł a nawet chwilę przy nogach pozostać.

Całuję ręce – Mario i Józefie

Oddany Zbigniew Herbert.”

Od czerwca 1966 do września 1967 znowu był we Francji.  Mieszkał wówczas w pokoju w Antony pod Paryżem, vis-a-vis Aleksandra Wata. Niesłychanie przypadli sobie do gustu. Herbert często odwiedzał Wata, lubili ze sobą rozmawiać.

Pisał o tym także do Józefa i Marii Czapskiej:

„Dziękuję serdecznie za Twój dobry i mądry list , a także za uroczą gościnę (nawet nie wiesz jak bardzo wizyta u Was liczy się w mojej biografii duchowej – to prawda a nie tzw.  miłe słówka) . Nie odpisywałem, bo wpadłem w wir gospodarskich  zatrudnień w  związku z przeprowadzką (któraż och któraż w życiu?)  (…) Mam mały pokój, z którego jestem zadowolony z widokiem na Watów, których szczerze lubię, nawet więcej.

Mój nowy adres: 3, Square Gabriel Faure – 92 Antony”.

W październiku 1967 roku opuścił Antony i zamieszkał w Berlinie.

Powrócił  na chwilę do Paryża 29 marca 1968 i  wziął w tutejszym konsulacie ślub z Katarzyną Dzieduszycką. Ślubu udzielał konsul nazwiskiem Mickiewicz. Po uroczystości z siostrą Katarzyny, Teresą, oraz państwem Czajkowskimi, Janem Lebensteinem i Olgą Scherer poszli do najstarszej restauracja w Paryżu Le Procope. Mieści się ona przy 13 rue de I Ancienne Comedie. Jadali w niej Wolter i Balzac, a powstała w 1686 roku.

W rozmowie z Jackiem Żakowskim Katarzyna Herbertowa tak wspomina:

„Marynia Czapska, siostra Józefa Czapskiego, która była kobietą mądrą i bardzo doświadczoną, strasznie nad tym biadała. Mówiła: „Co ty wyprawiasz, czy wiesz, co sobie robisz, to jest kompletny bezsens, przecież on jest co chwilę z kim innym”. Bo Zbyszek ciągle miał wielkie powodzenie u kobiet. Marynia mnie nastraszyła, ale powiedziałam sobie: trudno, raz kozie śmierć. (…) Wiedziałam, co robię. Ale Marynia miała sporo racji.”

W 1986 roku Herbertowie zamieszkali znowu w Paryżu, wtedy też bywali najczęściej w Maisons-Laffitte, odwiedzając Józefa Czapskiego, z którym się przyjaźnili. Do przyjazdu do Francji namawiał ich Kot Jeleński. Podjęcie decyzji o wyjeździe z Polski tak wspominała w rozmowie z Jackiem Żakowskim żona Herberta:

„Nawet wtedy, kiedy wszystko wydawało się ostatecznie przegrane, ta decyzja nie była dla niego łatwa. W przeddzień wyjazdu siedział wieczorem na łóżku i mówił do mnie: „Ja nie mogę… nie jadę… ja nie mogę wyjechać”. A ja błagałam go, żebyśmy wyjechali z Polski. Bo bałam się, że on tu nie wytrzyma. A poza tym wiedziałam, że wcześniej czy później przyjdą też po niego. I pojechaliśmy. Bo ja wiem, czy to było dobre? Ten okres paryski był piekielnie trudny. (…) jechaliśmy na dużą niewiadomą. Mieliśmy na początek jakieś małe stypendium. Dostaliśmy od Jeleńskiego pięć tysięcy franków. Mieszkaliśmy przez miesiąc w „obórce” domu „Kultury”, gdzie nas zaprosił Giedroyc. Zbyszkowi trudno było się podnieść po przeżyciach w Polsce, więc postanowił, że pojedziemy nad morze. Przez trzy tygodnie wydaliśmy tam wszystkie pieniądze. Dosłownie. Nie mieliśmy nawet na metro. Ale znów pomógł nam Suhrkamp. Przez dwa lata płacił Zbyszkowi stałą miesięczną pensję. (…) Starczało na opłacenie mieszkanka w Paryżu na pograniczu chińskiej i arabskiej dzielnicy, niedaleko Père-Lachaise. Zostawało jeszcze na bieżące wydatki. Mogliśmy nawet wykupić normalną ubezpieczalnię. Bo Zbyszek się rozchorował. Jeden szpital, drugi – to były duże koszty. Kiedy wyjeżdżaliśmy, miał 62 lata. Ja zbliżałam się do 60. Byliśmy już starszymi ludźmi. A nie wiedzieliśmy, jak można tam żyć. Gdyby Zbyszek był zdrowy. Gdyby mógł normalnie pracować, bez trudu utrzymałby się z pisania, z wykładów w Ameryce, z wywiadów, z wyjazdów do Niemiec, gdzie zawsze go chętnie widzieli. Ale go rozłożyła choroba. Bo do tej przypadłości, która go prześladowała, w 1988 roku doszły dramatyczne problemy z płucami. Nie mógł normalnie oddychać ani nawet chodzić. Już praktycznie zawsze był obłożnie chory. Tak miało być następne dziesięć lat.”

 

Ślady ich znajomości, Czapskiego i Herberta, sięgają 1958 roku. Zbigniewa Herberta widzimy na zdjęciu w czasie wystawy w Galerie M. Bénezit w Paryżu  (miała miejsce od 6 – 21 VI). Czapski prezentował na  niej obrazy i rysunki.

Józef Czapski w czasie wystawy w Galerie w M. Bénezit w Paryżu; Z tyłu siedzi Zbigniew Herbert

Józef Czapski w czasie wystawy w Galerie w M. Bénezit w Paryżu; Z tyłu siedzi Zbigniew Herbert. Fot. W. Sławny

Korespondencja zgromadzona jest w Archiwum Zbigniewa Herberta w Bibliotece Narodowej w Warszawie oraz w Archiwum Józefa Czapskiego w Krakowie w Muzeum Narodowym. Tu znajdujemy listy, karty pocztowe. W księgozbiorze są także książki z dedykacjami od poety. Czapski zaznaczył w nich wiele miejsc i zakreślił wiersze, które mu były bliskie i które były mu czytane, gdy nie mógł już sam sięgać po książki, gdyż wzrok nie pozwalał na samodzielne czytanie. Zaznaczył m.in. wiersz Apollo i Marsjasz.

Jan Lebenstein tak wspominał:

„Wrażliwość Herberta na malarstwo była ogromna. Jednym z jego najbardziej przejmujących wierszy jest Apollo i Marsjasz, do którego inspiracją był na pewno przepiękny obraz Tycjana pod tym samym tytułem, z Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Wiersz o sztuce uczonej i sztuce profanów, między którymi nie jest możliwy dialog, tylko konflikt. Dotknął tu bardzo istotnego problemu.
Jego zainteresowanie malarstwem przez całe życie było bardzo głębokie. Ukoronowaniem tego jest arcydzieło Martwa natura z wędzidłem. To nie jest czysty traktat o malarstwie, bo to byłaby nuda. To jest traktat o bycie i kulturze ludzkiej, o trwaniu kultury. Jeszcze raz to podkreślę: miał wyjątkowy dar wyczucia światła, przestrzeni, pejzażu, architektury, przedmiotu”.

Wrażliwość na malarstwo. To także łączyło Czapskiego i Herberta.

Listy Herberta do Czapskiego są często bardzo zabawne. Nawet adresowanie kopert i kart wprowadzało odpowiedni klimat. Poeta adresował je np. tak:

Jooseph Czapski

Laureat nagrody Herberta

i podpisywał:  Zbigniew Herbert Mecenas.

W 1990 roku Herbertowie postanowili wrócić do Polski. Na pytanie Jacka Żakowskiego:

„A za co wrócili Państwo do Polski?

– Musieliśmy sprzedać obraz, który dostaliśmy od Józia Czapskiego. Trochę pomógł Suhrkamp, niemiecki wydawca Zbyszka. On zawsze nam pomagał”.

Wiele łączył Herberta z Czapskim.  Herbert poeta religijny, poszukujący Boga. Czapski szukał Boga przez całe życie, także w innych ludziach, był zafascynowany mistykami, św. Teresą z Avila, św. Janem od Krzyża, Pascalem i Simone Weil. Ks. prof. Janusz Pasierb napisał esej o religijności Czapskiego. Polscy księża Pallotyni byli jego spowiednikami (m.in ks. Józef Sadzik , ks. Jerzy Zawierucha). O poszukiwaniach Boga mówią dzienniki Czapskiego i poezja Herberta.


Na zdjęciu: Zbigniew Herbert – popiersie. Park Jordana, Kraków

 

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją