"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Anna Achmatowa i jej spotkanie z Czapskim

Czapski, niedługo po tym jak zaczął pracować w Dziale Propagandy, otrzymał list od ambasadora Stanisława Kota z poleceniem skontaktowania się z pisarzem rosyjskim Aleksym Tołstojem. W tym okresie oficjalna opinia sowiecka uważała go za największego ze swych współczesnych pisarzy; wspominano również o jego przyjaźni ze Stalinem. Dlatego też ważne było dla dzialu Propagandy Armii Andersa nawiązanie bliższej znajomości z autorem „Piotra Wielkiego”.

Na jednym ze spotkań w Taszkiencie, na początku 1942 roku, które było poświęcone projektowi tłumaczeń wierszy polskich na język rosyjski, napisanych już podczas wojny, Czapskiemu przedstawiono Annę Achmatową. Oprócz niej zostali zaproszeni na ten wieczór: Aleksander Tichonow, oraz ewakuowani do Taszkientu poeci i tłumacze: Achmatowa, Ługowski, Efros, Koczetkow, Pieńkowski.  Podczas tego spotkania autor Na nieludzkiej ziemi czytał wiersze londyńskie a livre ouvert m.in. „Kolędę warszawską”, „Ojczyznę Szopena”, „Balladę o dwóch świecach” Balińskiego, a także „Alarm dla miasta Warszawy” Słonimskiego. Kiedy tłumaczył niezręcznie ostatnią strofę „Kolędy warszawskiej”, zauważył łzy w oczach zasłuchanej Achmatowej.

„Wiele już razy w życiu próbowałem zarazić poezją polską cudzoziemców, zwłaszcza Francuzów, z minimalnym rezultatem – wspomina na stronach  <Na nieludzkiej ziemi> – nigdy nie odczułem takiej chłonności słuchaczy, nie potrafiłem wywołać tak żywej, autentycznej wibracji, jak wśród tej niedobitej garstki rosyjskich inteligentów”.

Przez cały wieczór Czapski starał się wykazać – podczas toczącej się dyskusji na temat literatury polskiej – że w niej nie tylko Przybyszewski króluje, lecz są i znacznie ważniejsi pisarze, których twórczość może konkurować z najlepszą, uznaną już w świecie literatura. Trudne to było dla niego zadanie, gdyż za czasów młodości Aleksego Tołstoja i Tichonowa wielkim wydarzeniem literackim w Rosji stało się pojawienie Przybyszewskiego. Dlatego też, nie umniejszając znaczenia „literackiego ojca chuci”, mówił o Słowackim, Norwidzie… cytując m.in. „Fatum”. Podczas tego wieczoru dowiedział się, że piękne wydanie „Faraona” Bolesława Prusa zawdzięcza swe istnienie na rynku rosyjskim Stalinowi… gdyż była to ulubiona książka dyktatora.

Po wysłuchaniu wszystkich propozycji do tłumaczenia, Achmatowa zgodziła się popracować nad „Kolędą warszawską”, choć jak twierdziła, nigdy nie przekładała poezji.

Wiele lat wcześniej, zanim doszło do bezpośredniego spotkania, Czapski czytał wiersze Achmatowej i znał historię jej syna, aresztowanego i zesłanego przez władze radzieckie. Zastanawiał się, co robiła ta kobieta, matka skazańca, w domu najbardziej reżimowi oddanego pisarza – Tołstoja? Dowiedział się później, że podobno Stalinowi spodobał się jeden z jej wierszy i to spowodowało, że nie tylko była tolerowana, lecz wręcz protegowana. Z rozkazu jakoby samego dyktatora wysłano po nią specjalny samolot do Leningradu w okresie głodu i oblężenia północnej stolicy. Taki stan sławy trwał do 1946 roku, w którym to została gwałtownie zaatakowana przez Centralny Komitet Partii Komunistycznej i Żdanowa „że odmawia iść w krok w krok z ludem”. Od tego momentu wydano zakaz drukowania jej utworów.

Achmatową wspominał Czapski z wielką sympatią. Jest to jedyny w swoim rodzaju nakreślony portret tej rosyjskiej poetki w literaturze polskiej.
Tego taszkienckiego wieczoru siedziała pod lampą w skromnej sukni, z bardzo lichego materiału. Lekko siwiejące włosy miała zaczesane i przewiązane kolorową chustką. Malarz zachwycał się jej urodą, pisząc:

„Musiała być kiedyś piękna o regularnych rysach, klasycznym owalu twarzy, dużych szarych oczach. Piła wino, mówiła niewiele, tonem trochę dziwnym, jakby półżartobliwym, nawet o najsmutniejszych rzeczach”.

Plastyczny wizerunek kobiety oddaje zarazem jej nastrój. Po tym jak skończył Czapski odczytywanie polskich wierszy, Achmatowa została poproszona o przedstawienie kilku swoich wierszy. Zgodziła się bez trudu i zaczęła deklamować „Poemat leningradzki”.
Było już późno, kiedy skończyło się spotkanie. Czapski, kreśląc wspomnienie tego wieczoru taszkienckiego w swej książce Na nieludzkiej ziemi, nie ujawnił, że zaofiarował się odprowadzić poetkę do domu, a ta przyjęła tę propozycję. Dopiero przedrukowane strony z intymnego kajetu autora tej propozycji, rzuciły więcej światła na spacer otoczony swoistą literacką plotką. Są te zapiski  – jak do tej pory – jedynym dokumentem, potwierdzającym domysły przyjaciół poetki, czy jej biografów.
W swoim dzienniku wspomina czule ten spacer, podczas którego poznał inną kobietę, niż w trakcie oficjalnego spotkania. Pozbyła się tego jakby sztucznego zachowania z salonu Tołstoja i stała się dla autora Oka po ludzku bliską osobą, tragicznym człowiekiem, który żyje ze śmiertelnym niepokojem i strachem o syna Lwa Nikołajewicza Gumilowa. Wyznała, lekko zmieszana, jakby usprawiedliwiając swoją szczerość:

„Nie wiem, co to jest, przecież się prawie nie znamy, a pan jest mi bliższy od tych wszystkich ludzi naokoło mnie”.

Czapski dokładnie wiedział, co czuła. Rozmawiając z nim, odkryła inne powietrze, większą swobodę, brak strachu, który wówczas dławił każdy oddech, wszystkich. Ten spacer – wspominany po latach – dla nich obojga był niezatartą chwilą. Pominięcie tego faktu na kartach Na nieludzkiej ziemi wyjaśnił autor po latach w swym dzienniku:

„Pisałem o niej [Achmatowej–przypis redakcji] w <Nieludzkiej ziemi>, o moim z nią spotkaniu w 1942, przemilczając naturalnie to, czym mógłbym jej wówczas zaszkodzić, przemilczając tę nocną wędrówkę z nią, gdy ją od Aleksieja Tołstoja odprowadzałem”.

Chciał się z nią jeszcze spotkać, lecz z dziwnych przyczyn okazało się, że jest to niemożliwe. Tylko rosyjska przyjaciółka Achmatowej, Lidia Czukowska spędziła wówczas chwile na rozmowie z pisarzem.

20 czerwca 1965 roku otrzymał telefonicznie wiadomość, że w Paryżu – przejazdem w drodze z Anglii – jest Anna Achmatowa i bardzo chciałaby się z nim spotkać. Dzięki kuzynowi męża poetki, Dimitrijowi Bouchène, który znał się z malarzem w latach trzydziestych, odnalazła autora Oka. Zatrzymała się w hotelu przy Etoile. Czapski niezwłocznie udał się na spotkanie. O tych chwilach możemy przeczytać w jego dzienniku, a także w Dzienniku pisanym nocą Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który zapisał opowieść Czapskiego.
W pokoju hotelowym oprócz niej była również jej wychowanka z Moskwy, Polka z pochodzenia, panna Kamieńska i inni przyjaciele. Anna wspominała o odbieranej, rok wcześniej, w Taorminie międzynarodowej nagrodzie „Etna –Taormina”. Był to wtedy pierwszy jej wyjazd za granicę od 1914 roku. Chciała wówczas wracać przez Paryż, lecz nie otrzymała pozwolenia od władz ambasady rosyjskiej. Pojawienie się w stolicy Francji, w 1965 roku, okupiła wcześniej chwilami usilnych starań w ambasadzie rosyjskiej w Londynie. Pozwolenie na pobyt w Paryżu otrzymała pod warunkiem, że nie zostanie tam więcej niż dwa dni.

Gdy na chwilę zostali sami, rozmawiali o synie Achmatowej, Lowi, który spędził 14 lat w obozach i w głowie mu się pomieszało, bo od czasu powrotu znienawidził swą matkę i nie chciał się z nią spotkać. Achmatowa nie widziała go wówczas już trzy lata. Wiedziała, że jest w dobrej formie fizycznej i na wolności stał się profesorem, zajmującym się m.in. Hunami. Drugą osobą, o którą zapytał Czapski, był poeta Josif Brodski. Achmatowa znała go i bardzo ceniła. Wypuszczony wówczas z obozu pod Archangielskiem na trzy dni, powrócił tam i choć był chory, lekarz obozowy uznał go za zdrowego. Podczas tego spotkania poetka była oszczędna w słowach; wspominała Terca i Arżaka. Deklamowała także napisany w Londynie wiersz, który włożony w kajet z londyńskimi adresami po chwili zniszczyła. Jak się tłumaczyła, znała go na pamieć, poza tym nie mogła przywieźć do Moskwy swoich notatek, gdyż władze niechętne są wszystkiemu, co rodzi się poza granicami Związku Radzieckiego.
Rozmowa potoczyła się potem innym torem, dotykając życia samej poetki. Wyjaśniała szczegóły swej biografii sprzed 1914 roku – okres paryski, jej przyjaźń z Modiglianim. Oburzona zareagowała na fałsze umieszczone w książce, która wówczas miała ukazać się w Ameryce. Czapski zauważył, że ta Achmatowa jest już osobą, która musi pilnować swej biografii – dobrego imienia. Poetka ze spaceru w Taszkiencie jakże była różna od tej spotkanej w paryskim hotelu. Minęły 23 lata; piękna kobieta, w której oczach gościło przerażenie stała się wiekową damą –trochę przygłuchą i grubą – jakby uspokojoną, która już z daleka patrzyła na swoją przeszłość i dzieło swego życia. Mimo woli jej wygląd nasuwał skojarzenie Czapskiemu z osiemnastowiecznymi portretami wyidealizowanych caryc rosyjskich.

Jak się okazało, było to ostatnie spotkanie polskiego malarza z Anną Achmatową, która zmarła w marcu 1966 roku. W 1967 roku dopisał Czapski w swoim kajecie jeszcze kilka słów refleksji. Wiersze Achmatowej, które docierały do Francji z Rosji i z Ameryki nie opuszczały autora Wspomnień starobielskich. Szczególnie utkwiły mu w pamięci te napisane na początku lat sześćdziesiątych: Radnaja ziemlia (Ziemia ojczysta), Pasliedniaja roza (Ostatnia róża) czy też te wydane w Monachium w tomiku Requiem, którego piękne tłumaczenie Łobodowskiego zamieszczono na łamach „Kultury”.

Po latach zaś dowiedział się, że poetka poświęciła mu wiersz z cyklu Stronice taszkienckie, napisany w 1959 roku. Jej przyjaciółka, Lidia Czukowska była cichym świadkiem procesu powstawania wiersza, a dokładniej rzecz ujmując, korekty wersu, który pozwolił na snucie przez krytyków różnych modeli interpretacyjnych. W 1960 roku Achmatowa zapytana, czy tą tajemnicza osobą, z którą spacerowała tego wieczoru był Czapski i czy to on jest adresatem wiersza, nie zaprzeczyła odkryciu koleżanki. Lidia Czukowska tak pisała w wydanych w 1980 roku Zapiskach o Annie Achmatowej:

„Dawno już podejrzewałam, że wiersz  <W tamtą noc, gdyśmy wzajem rozum w sobie zmącili…>  adresowany jest do tego wysokiego Polaka, wojskowego, który w Taszkiencie bywał u niej i przypominam sobie, odprowadził ją z jakiegoś przyjęcia do domu – nie od Tołstojów? I nagle łobuzersko na mnie spojrzała i zaproponowała: <Chodź, zrobimy zamiast ‚ Nie w moim mieście – ułudzie, mieście – Leningradzie’ – ‚Ale nie w Warszawie, ani w Leningradzie’> Domysł mój słuszny – dla tego Polaka: w Taszkiencie… Czapskiego”.

O istnieniu wiersza poinformowała Czapskiego w liście przysłanym już po śmierci poetki, osoba z Londynu. Tą osobą była Amanda Haight. Jej list wkleił do swojego kajetu, dziennika z 1967 r. Po przeczytaniu tych strof  nie miał wątpliwości, że jest ten wiersz wspomnieniem tego wieczoru.

W księgozbiorze Józefa Czapskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie odnajduję także książkę Anny Achmatowej, wydaną w Londynie 1967 r.,  Poema bez geroya. Wstęp napisała Amanda Haight. To ona nadesłała malarzowi książkę i opatrzyła ją dedykacją:

„To Joseph Czapski / with best wishes from / Amanda Haight / in the hope that it may bring back the / time when Anna Andreevna read parts / of what later was to become this / poem to you in Tashkent”.

Czapski zanotował także na egzemplarzu Soczinenia Anny Achmatowej wydanym w Nowym Jorku  1967/1968:

„Według Nadieżdy Mandelsztam ten wiersz [Stronice taszkienckie – przypis redakcji] był mnie poświęcony. W pierwszej drukowanej wersji nawet słowo Warszawa było ze strachu przed cenzurą wykreślone. To była noc, którą wspominam <Na nieludzkiej ziemi>, kiedy mówiła mi [Anna Achmatowa – przypis redakcji] o Lowie (syn). O tym, że nie wie, czy żyje, czy umarł, że całowała buty wszystkich sowieckich wielmożów i nadal nie wie o nim, ani gdzie jest i nawet czy żyje”.

W świetle wyznania Czapskiego dotychczasowe próby interpretacji wiersza z cyklu Stronice taszkienckie wzbogacone zostały o dodatkowe informacje, które niejednokrotnie burzą wcześniejsze myślenie o tych wersach Achmatowej. Wystarczy tylko wspomnieć interpretacje Tomasa Venclowy , który postawił tezę główna: NIESPOTKANIA, jako motywu przewodniego wiersza. Motyw spaceru z kimś miałby być jakby projekcja wydarzenia, pragnieniem przeżycia takich chwil. Dzięki Czapskiemu i Lidii Czukowskiej możemy dzisiaj ten wiersz odczytać dokładnie.

Elaine Feinstein w książce Anna Wszechrosji Życie Anny Achmatowej sugeruje, że wiersz ten jest miłosnym wierszem poświęconym Józefowi Czapskiemu.  Nic bardziej mylnego.  Jej otwarcie się przed Czapskim, opowiadanie mu o osobistych, rodzinnych problemach pozwoliło jej poczuć bliskość i wyzwolić się – choć na chwilę  – z myśli, że jest w swojej ojczyźnie poniewierana. On zrozumiał jej ból. Autor Na nieludzkiej ziemi chciał jeszcze nie raz spotkać się z Achmatową, ale wiedział, że wtedy, w Taszkiencie, służby NKWD kontrolowały poetkę i każda próba kontaktu z oficerem polskim mogłaby jej zaszkodzić.

Achmatowa w 1942 r. (wiosną) przetłumaczyła na język rosyjski wiersz, który recytował  w Taszkiencie Czapski, wiersz Stanisława Balińskiego Kolęda warszawska 1939. Było to pierwsze tłumaczenie poetki. Zrobiła to dla polskiego oficera, malarza, pisarza, który współczuł Rosjanom, że ich kraj i kulturę niszczy ustrój sowiecki.

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

Komentarz

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją