"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Jarosław Iwaszkiewicz

Jarosław Iwaszkiewicz z Józefem Czapskim poznali się w 1920 r. Raz w miesiącu odbywały się, w jedynym z warszawskich arystokratycznych domów – u księstwa Woronieckich – duże zebrania dla malarzy i pisarzy. Michał Woroniecki pełnił wówczas funkcję Prezesa Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Podczas jednego z tych spotkań Czapski  poznał Jarosława Iwaszkiewicza, który był wtedy nauczycielem chłopców Michałostwa Woronieckich. Dla malarza był on pierwszym Skamandrytą, którego poznał osobiście.  Na spotkanie do Woronieckich autor Wspomnień starobielskich przyjechał z zamiarem poznania się z Kazimierzem Sosnkowskim. Wtedy to zauważył  na przyjęciu skromnego nauczyciela, który zaczął się – jak wspomina Czapski w rozmowie z Piotrem Kłoczowskim – dziwnie nim interesować. Z początku nie bardzo wiedział, dlaczego. Spotykał się z nim potem kilkakrotnie, jednak Iwaszkiewicza niewiele interesowało z tego, co mu mówił. Zdziwiony zapytał, o co chodzi i wówczas Iwaszkiewicz podszedł do niego i pocałował go w usta.

„Pamiętam z obrzydzeniem te ogromne, śliskie usta” – wspomina Czapski.

Wtedy też Iwaszkiewicz  powiedział do Czapskiego, że „nasz stosunek jest erotyczny”. Jak wspomina autor Oka, w tamtych czasach był jeszcze naiwny i nie bardzo wiedział, o co chodzi. Przeraził się. Zastanawiał się naiwnie, dlaczego? Czapski snuje domysły, że to może dlatego, że był z Rosji, z rewolucji…  Dzisiaj wiemy już i nie jest to temat tabu, że Iwaszkiewicz uwielbiał nowe znajomości, zwłaszcza interesował się chłopcami  i dążył do nawiązania z tymi, którzy mu przypadli do gustu erotycznych kontaktów. Czytając wspomnienia i dzienniki Iwaszkiewicza, można wysnuć wniosek, że był pod silnym wrażeniem osoby autora Na nieludzkiej ziemi.  Iwaszkiewicz dedykował nawet Józefowi Czapskiemu Legendę o świętym Merkurym Smoleńskim w wydanym zbiorze Legendy i Demeter (1921 r.) . Ta dedykacja pojawiła się jednak tylko w pierwszym wydaniu.

Iwaszkiewicz tak wspomina Czapskiego na kartach Książki moich wspomnień:

„Najważniejszym bodaj z wszystkich spotkań było zetknięcie się z tak niepospolitą indywidualnością, jaką jest Józef Czapski. O wielkim rudym tym młodzieńcu słyszałem już wiele od mojej siostry […]. Poznałem go u Woronieckich i zaprzyjaźniliśmy się od razu.”[2]

Często spotykali się odtąd na placu Małachowskiego, w cieniu kasztanów rozmawiali o malarstwie.[3]

Przyjaźń ta jednak nie trwała zbyt długo. Jeszcze jako podoficer, Czapski przychodził późnym wieczorem do niego, przekradając się przez kuchnię i wzbudzając przerażenie u kucharek i pokojówek, które straszył potężny jego wzrost. Spotkania te miały charakter długich rozmów o literaturze, sztuce, o ich postawach ideowo-filozoficznych. I na tym ostatnim punkcie począł się ich konflikt, zderzenie zbyt gwałtowne – jak wspomnienia tamtych chwil zapisał Iwaszkiewicz. Echa owego starcia można znaleźć we wspomnianej już książce, a także w kajetach zapisanych ręką Czapskiego.

Autor Zenobii Palmury tak ocenił źródła takiej sytuacji:

„Czapski był już po wszystkich ideowych doświadczeniach ideowych, po epoce tołstojowskiej […]. Z drugiej strony […] raziło go we mnie wszystko co było literackością, pewną niezbędną pozą artystyczną, pewnym – drobnym zresztą snobizmem literackim”[4].

Należy pamiętać, że spojrzenie autora Oka na tzw. pozy artystyczne wynikało już wtedy głównie z filozofii kapistów, którzy w swoich sporach z reprezentantami tzw. szkoły warszawskiej, ściślej mówiąc, z dorobkiem szkoły Pruszkowskiego odrzucali kategorycznie wszelką tzw. literackość w obrazie, czyli dominację tematu nad formą realizowania wizji malarskiej.

Chwilą kluczową, która zadecydowała o ich kontaktach było zdarzenie, kiedy to Iwaszkiewicz, chcąc zrobić przyjemność Czapskiemu wyciął ze Zdroju swoje Gody jesienne i naklejając na kartony zrobił swego rodzaju książeczkę. Poza tym na jednej z pierwszych stron nakleił swoje zdjęcie i wszystko opatrzył staranną dedykacją. Gdy jednak ofiarował ten prezencik autorowi Wyrwanych stron, wywiązała się nieprzyjemna dyskusja na temat owej fotografii, która przedstawiała autora uśmiechającego się, a w ręku trzymającego dużą białą stokrotkę, jak trzymał goździk młodzieniec u Giorgiona. Do tego stopnia nie podobała się Czapskiemu tak żartobliwa w końcu poza, że z właściwym sobie sceptycyzmem począł wykpiwać jego nieszczerość.

Oburzony taką reakcją, Iwaszkiewicz poruszony do żywego, odebrał mu owe Gody jesienne i zmienił dedykację.

Od tego momentu ich spotkania były pełne chłodu i nieufności. Czas jednak przyniósł i weryfikację tych minionych chwil. Iwaszkiewicz zauważył, że konflikt ten miał dla nich również działanie mobilizujące, gdyż niewątpliwie pod jego wpływem sam starał się wyzbyć tej odrobiny fałszywego tonu, tej pozy na „literata”. Czapski zaś, który jeszcze wtedy był zauroczony myślą rosyjską i odrzucał absolutną wartość sztuki, pod wpływem poznawania kultury polskiej i zachodnioeuropejskiej starał się eliminować te naleciałości rosyjskie, które w czasie konfliktu były dla Iwaszkiewicza obce, a obstawanie przy nich dziwnie niezrozumiałe. W końcu i Czapski przyznał rację Iwaszkiewiczowi w jego „pozie” i jego wierności zawodowi, która to – jak wyraził się autor Sławy i chwały – pozostała w nim zawsze wyższa ponad inne względy. Tyle relacja Iwaszkiewicza.

Czapski zaś o jego pisarstwie tak się wyraził:

Jego już wówczas wielka kultura poetycka, jego utwory literackie, od wierszy po Zenobię Palmurę, odrzucałem w czambuł. Czułem w tym jakiś nienawistny mi estetyzm, jakąś sztukę dla sztuki, nie rozumiałem, rozumieć nie chciałem. Byłem głuchy na prawdziwe wartości Jarosława Iwaszkiewicza, na jego nowatorstwo na terenie Polski, które tak cenił Żeromski”. [1]

Taka ocena twórczości – jak sam przyznaje –  była efektem jego kompletnej ignorancji nurtów poetyckich i słabej znajomość poezji polskiej. Po powrocie z Rosji pełen był jeszcze tamtego świata – kraju Kresów. Do innych powodów takiej reakcji należy zaliczyć to, że nie odczuwał w krzyku Skamandrytów głosu swego pokolenia i nie traktował ich zbyt poważnie. Jedynie wybuch młodzieńczej radości u Wierzyńskiego w tomikach Wiosna i wino, oraz Wróble na dachu i twórczość Tuwima w pewnym stopniu go zainteresowały. W Warszawie Czapski w owym czasie nie chadzał do Ziemiańskiej, ale do Instytutu Propagandy Sztuki.

Z lektur Iwaszkiewicza cenił tylko parę nowel – jak napisał.   Wspomina, że czytywał jego powieści, ale Iwaszkiewicz pisał „pod Tołstoja” niezdarnie, dlatego też Czapski ich nie lubił. „Nigdy nie uważałem go za wielkiego pisarza, ale nosa to on miał”.

Kiedy Czapski wyjechał do Paryża z grupą kapistów,  ich drogi rozeszły się, jednak nie na długo, gdyż w 1923 roku Iwaszkiewicz znalazł się nad Sekwaną.  Pierwszą znajomą osobą, jaką spotkał w Luwrze był Józef Czapski.  Odwiedził go, ale już bez cienia jakichkolwiek zamiarów erotycznych. Zrozumiał – jak wspomina Czapski – że nie ma nadziei. Rozmawiali o Żeromskim i o innych pisarzach. Czapski stał się jego pierwszym przewodnikiem po wielkich galeriach Paryża; razem wówczas oglądali malarstwo impresjonistów w galerii Ogrodu Luksemburskiego, które potem zostało przeniesione do Luwru.  Dzięki tym wycieczkom po galeriach w towarzystwie kapisty, Iwaszkiewicz nauczył się patrzeć na obrazy, zaraził się miłością do wybranych dzieł wiszących w Luwrze i wracał do nich przy każdej wizycie w tym muzeum. Ten Paryż i świątynia sztuki lat dwudziestych były przygotowaniem do jego podróży włoskich, które ostatecznie nauczyły go obcowania z plastyką. Jednak już wtedy sztuka stała się dla niego zaklętą krainą, do której tęsknił, nie mogąc się niestety do niej dostać z powodu braku zdolności plastycznych.

Być może to właśnie Józef Czapski, spacerując z nim po Luwrze, wskazał mu te obrazy, które potem Iwaszkiewicz wspomina w Dzienniku, a także przekazał mu fascynację np. malarstwem Corota. Gdy Iwaszkiewicz ogląda obrazy w Narodni Galerie w Pradze, wzrusza  go mały obrazek Corota.:

Praha, 18. maja 1960 r. (…) Bardzo bogata galeria dawnej sztuki.(…) Rembrandty, sianokos Bruegla, portrety Kupeckiego, z niesamowitymi żywymi oczyma (chyba był Żydem z pochodzenia?).  I w tym wszystkim jeden mały Corot, raczej niepozorny . I przed tym obrazem znowu ściśnienie serca, znowu łzy w gardle  – jak przed Zaślubinami  św. Katarzyny w Luwrze. Jakaż jest ta tajemnica malarstwa? Ach , jakiż to obraz. Ukradłbym go, bo żadna reprodukcja nie daje nic. Zupełnie nic. Dla tego Corota warto było przyjechać do Pragi”. (s.380).

W „Książce moich wspomnień” dodaje:

Czapski okazał się doskonałym pośrednikiem pomiędzy mną a malarstwem, które nie było mi jeszcze tak bliskie jak dzisiaj. Zapomniałem wtedy o naszych sporach sprzed kilku lat, ale do dawnej intymnej przyjaźni nie wróciliśmy już nigdy” .[5]

Późniejsze kontakty tych dwóch pisarzy miały charakter bardziej oficjalny (podczas spotkań, odczytów). W ambasadzie polskiej w Paryżu, która po wojnie przeszła w ręce rządów komunistycznych, wśród słuchaczy odczytywanego przez Adolfa Rudnickiego opowiadania Major Hubert z Armii Andersa (które było swoistym paszkwilem na Czapskiego)  był także Jarosław Iwaszkiewicz, który współpracował z komunistyczną władzą w Polsce. Ten fakt również miał wpływ na ich znajomość.  Czapski wspomina, że w najgorszych okresach, kiedy płaszczył się Iwaszkiewicz przed Sowietami, nigdy nie chciał go spotkać i podać mu ręki. Przestrzegał też innych przed spotykaniem się z nim, gdyż ten słynął z tego, że w swoich publikacjach  pisał o spotkaniach nie oddając prawdy.

Ślad takiej opinii spotykamy w listach Teresy Jeleńskiej (matki Konstantego Jeleńskiego)  z 1961 roku pisanych do Jarosława Iwaszkiewicza.  Jeleńska pisze o rozmowie z Marią Czapską (siostrą Józefa Czapskiego):

„Pytałam  – bo mnie Hania o to poprosiła  – dlaczego (Maria Czapska) nie chciała spotkać się  z Tobą w Paryżu, a z Hanią tak. Mówiła, że Hanię bardzo lubi i ceni, a Tobie ma za złe  niektóre rzeczy, ale głównie nie chciała, bo bała się, że w rozmowie możesz potem przekręcić coś czy też wymyślić coś, przypisując jej wypowiedzenia całkiem niezgodne z prawdą i to ogłosić. Był to asumpt do tego artykułu o Croce [sic!] – to coś o mnie napisał. Jej ukochany brat też jej odradzał spotkanie z Tobą z tego powodu. Powiedz to Hani” (list z 12 maja 1961 r., s. 306)

Natrafiamy na ślad,  że Iwaszkiewicz pożyczał książkę napisaną przez Józefa Czapskiego innym osobom. W liście z 18.08. 1960 r. pisze Wanda Telakowska do autora Ucieczki do Bagdadu:

„Chcę ci także podziękować za „Oko”, które zwracam. Interesująca lektura – uwag kulturalnego, ale bardzo „zawężonego” plastyka – w moich dalszych bitwach – już nie z rządem o międzyresortowy Instytut, a z profesorami szkół artystycznych o inne metody i programy nauczania – lektura ta była szczególnie przydatna. Z „kapistów” myśli najkulturalniejszego (Czapskiego) – mogą być odskocznią do niejednej dyskusji. Przez 15 lat wojowałam, ani osobistej twórczości plastycznej, ani lektury nie mogłam uprawiać. Może dlatego teraz w czasie choroby czytam wszystko z ostrością – dawniej mi nieznaną. Czytam b. dużo – i to dobrych książek – Twój „Tatarak” pochłonęłam jednym tchem i ciągle o tych opowiadaniach myślę – i o przedziwnym procesie wczuwania się Twego w takie odległe od Twego życia nastroje, klimaty, zdarzenia. Jak Ty to robisz, że czujesz i małą niekochaną dziewczynkę i nie wyżytą starzejącą się kobietę z prowincji?
Pytanie pewno dość głupie, więc lepiej list zakończyć. Łączę wyrazy podziękowania i za tamtą niedzielę, i za fotos, no i przede wszystkim za „Tatarak” – a także za udostępnienie „Oka”!

Czułości W. Telakowska

29 stycznia 1963  r. Iwaszkiewicz notuje w swoim dzienniku, że spotkał się 28 stycznia w Maisons – Laffitte z Czapskimi.  (s. 563)

„Bardzo wzruszające spotkanie. Po tylu latach z Józiem, jakbym się wczoraj rozstał, gadałem, opowiadałem. Pokazywał mi swoje obrazy, bardzo dobre, portrety Marka Hłaski i Zbigniewa Herberta bardzo dobre. Wielka rozmowa o Brzozowskim. Bezładnie o wszystkim, temat zeskakuje na temat. Nic, co by nas zderzyło, jakoś szczęśliwie uniknąłem. Oni chłonęli każde moje słowo, zatrzymywali mnie na śniadanie – i było takie gadanie, jak przed czterdziestu laty. Józio zawsze mądry, idealista, coś z rosyjskiej rewolucji na zawsze do niego przykleiło się. Rozstaliśmy się po czterech  godzinach, wzruszeni. Dziś dzwonili do mnie. Marysia Czapska powiedziała: „Dziękuję panu za pańską wizytę”. Mój Boże!

Czapski IwaszkiewiczWięcej o rozmowie Czapskiego z Iwaszkiewiczem dowiadujemy się z listu Jerzego Giedroycia do Juliusza Mieroszewskiego (29 stycznia 1963 r., Archiwum Instytutu Literackiego, Maisons – Laffitte). Redaktor pisał w kontekście artykułu Jedlickiego opublikowanego w Kulturze  :

„Pomijając ciągłe echa z kraju, był wczoraj  u Czapskiego, Iwaszkiewicz (ja go nie znam i zresztą nie chciał się widzieć) .Iwaszkiewicz mówiąc źle o artykule, stwierdził, że jest sensacją dnia, że wie bezpośrednio od Cyrankiewicza, że wywołuje piekło w KC, gdzie obie grupy oskarżają się wzajemnie, że ten artykuł zainspirowały (oskarża się o to Schaffa oraz jednocześnie Strzeleckiego). Iwaszkiewicz opowiadał z ironią jak Jasienica i inni ludzie z dawnego klubu Krzywego Koła kolportują odbitkę tego artykułu, jak szaleni, głosząc to za swoje credo. Jest ogólne przekonanie, że mamy niezmiernie wysokie wtyczki w KC”.

Giedroyc relacjonuje jeszcze Mieroszewskiemu informacje Iwaszkiewicza o tym, jak oddziaływuje w Rosji, tłumaczona na język polski przez Instytut Literacki,  literatura zachodnia, i jak rodzi się propolski ruch na Ukrainie.  Wszystko to, o czym pisał do Mieroszewskiego, wiedział od Czapskiego.

Czapski z Iwaszkiewiczem spotkali się jeszcze mniej oficjalnie w Sailly w lutym 1980 roku . Spotkanie to zaaranżował Kot Jeleński, który spotykał się z Iwaszkiewiczem, gdyż cenił go jako pisarza. Podczas swojego ostatniego pobytu we Francji Iwaszkiewicz (miał wówczas 87 lat) mieszkał w hotelu du Sel Fin w Sailly, prowadzonym przez Antoninę Niemojewską (zwaną Tutą), kuzynkę Józefa Czapskiego.  Julia Hartwig (Zawsze powroty, Warszawa 2005, s. 198-199) pisała:

„(…) wysłano Czapskiego na wieś, gdzie wpakowano również Jarosława, który przyjechał po raz ostatni do Francji. A wiadomo, co tam jest: podobno rodzaj bistra -baru połączonego z małym hotelikiem na górze, do którego trzeba się wspinać po spadzistych schodach. Dwóch starców, jakże różnych charakterem i biografią, ale przecież starców.  Tamten z chorymi nogami, ten niemal ślepy. Wysłano ich tam, bo ów pensjonat prowadzi pani Niemojewska, Polka.  (…) Nawet spacerów tam nie ma, bo iść można tylko wzdłuż szosy. (…) Wyobrażając sobie tam Czapskiego, nie mogę zapomnieć o Jarosławie, którego znałam lepiej, bliżej. Godziny spędzone w samotności, w pokoju nad barem, schodzenie po schodach, brak telefonu w pokoju, brak jakiejkolwiek bliskiej duszy. Czy to tam napisał któryś ze swoich ostatnich wspaniałych, przejmujących wierszy? Uranię? „.

Tak właśnie było. 2 lutego 1980 r. w Sailly Iwaszkiewicz napisał ten wiersz. Dedykował go Konstantemu Jeleńskiemu.

 

Uranio, sosno, siostro – tak ciebie nazywam,
Bo palcem pnia swego ukazujesz niebo.
Wiatr co się w twojej czarnej grzywie zrywa
Zacicha dołem. Siostro, wzywam ciebie.

Jak niegdyś wróże w koronach z jemioły,
Abyś wytrwała w progu mego domu
I strzegła kwiatu, owocu i pszczoły
I serc, co tutaj gasną po kryjomu.

Uranio, muzo dnia ostatecznego,
Bogini końca, bogini trwałości,
Zniszczeń bogini i wszystkiego złego,
Stójże na straży domu i nicości.

Weźmij mnie w swoje grzywy, ty szalona,
Wyszarp mi ręce, co już nie wyrosną,
Pogrzeb mnie, ratuj, daj swoje korony,
Bym także był Uranią, nicością i sosną.

Sailly, 2 II 1980

A w swoim dzienniku odnotował:

Straciłem się ludziom z oczu ostatecznie. Sailly jest tak nieprawdopodobną dziurą, że tylko we Francji takie można odkryć. (…) Okropny stan zupełnej apatii. Czwarty dzień leje bez przerwy  i tak mnie pokręciło, że jestem jak sparaliżowany. Kot (Konstanty Jeleński) zrobił mi zawód, bo nie przyjechał, a zapowiadał mi jeszcze w Paryżu, że odwiedzi mnie w pierwszą niedzielę. Józio Czapski też miał przyjechać„.

I rzeczywiście Kot i Czapski dojechali do Sailly i zjedli razem z Iwaszkiewiczem obiad. Rozmowy  z nimi tak wspomina Iwaszkiewicz:

„10 lutego 1980 r. – Niestety muszę skonstatować rozziew coraz większy między nami. Ogromnie to jest przykre dla mnie, ale coraz bardziej jesteśmy sobie obcy w reakcjach, odruchach – o sądach  zasadniczych nie mówię, bo spraw zasadniczych z sobą nie poruszamy, za duże byłby różnice, nie mogę bronić swojego stanowiska, bo go nie atakują. Tak, ale wszystko inne jest inne w reakcji, strasznie przykro (…). Józio Czapski zawsze jak i dawniej taki pewny swej doskonałości, byłby z niego świetny papież – niestety poszedł inną drogą i ta jego pewność, że jest bezgrzeszny, a więc wyższy ponad nas wszystkich, jest czymś bardzo rzucającym się w oczy i raczej przykrym. Taki święty Kasjan. Zabawne, bo pamiętam nasz spór o stokrotkę i mówił o tym jak kłóciliśmy się u Woronieckich, a ileż to lat minęło. Sześćdziesiąt! (…) Józio jeszcze wrócił do Petersburga i mówił , że tylko Polak mógł coś takiego napisać, ale bardzo pochlebnie się wyrażał, cieszę się, bo on zna materię i wie, z czego to jest zrobione.  Mają mi przesłać książkę Maryni o tej  ich ucieczce do Petersburga z Antkiem Marylskim . Ciekawy jestem, ale to też sprawy dawno minione – tyle jest rzeczy nowych.”

Książka, o której wspomina Iwaszkiewicz, to Czas odmieniony (wydana w 1978 r.)

Iwaszkiewicza, gdy powrócił z Sailly  i znalazł się w Paryżu w hotelu Cayeré na Bd. Raspail, odwiedziła Ola Watowa, która wspomina w swojej książce „Wszystko, co najważniejsze…”:

„Opowiedział o niefortunnym pobycie wypoczynkowym na wsi pod Paryżem, skąd jeszcze bardziej chorego, już nietrzymającego się na nogach, przywieziono do hotelu”. (s. 241)

W Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku,  znajduje się  13 listów Czapskiego do Jarosława Iwaszkiewicza i dwie karty pocztowe. Większość jest niedatowana, wszystkie są rękopisami. Czapski podarował Iwaszkiewiczowi obraz „Martwa natura”, (1930 olej na płótnie, 40 x 32.5 cm) i jest on eksponowany w Stawisku.  W zbiorach jest także  katalog wystawy Jean Colin d’Amiens wydany w Paryżu w roku 1961. Na nim widnieje dedykacja napisana przez autora Wspomnień starobielskich:

„Jarosławowi / ta książka która / mu będzie bliska / po latach, z przyjaźnią / J.”

 


[1] Józef Czapski, “Tamten brzeg” i własne wspomnienia w: Czytając, Kraków 1990, s. 375.

[2] Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Warszawa 1968, s. 201

[3] tegoż, Notatki 1939 – 1945, Wrocław 1991, s. 115.

[4] tegoż, Książka moich wspomnień, Warszawa 1968, ss. 202-203.

[5] tamże, s. 255.

Listy z archiwum korespondencyjnego Stawiska w Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

1 komentarz

Komentarz

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją