"Chciałbym, żeby moje płótna najlepsze były w Polsce, żadne Ameryki, żadna Francja mnie nie kuszą".
Z listu Józefa Czapskiego do Jana Cybisa

Witold Gombrowicz

Gombrowicz był zawsze takim, jakim był. Nigdy nie sprzeniewierzył się sobie, dlatego tworzył literaturę dużego formatu. W wielkości jego literatury tkwi wielkość jego własna jako człowieka.

Józef Czapski

 

Po siedmiu latach spędzonych w Paryżu z kapistami, Czapski w 1931 roku powrócił do Polski i zamieszkał w Warszawie. Tutaj stał się dla młodych polskich artystów kimś interesującym. Przyciągał do siebie twórców ze środowiska literacko-artystycznego i właśnie w latach trzydziestych nawiązał wiele ciekawych znajomości. Przyjaźnił się z Adolfem Rudnickim, z którym też znał się dobrze Gombrowicz. Czapski chciał poznać pisarza. Pewnego dnia zaprosił go więc do siebie; ten zjawił się w jego mieszkaniu.

Spotkanie stało pod znakiem starcia dwóch tak różnych osobowości; z jednej strony Gombrowicz – zamknięty w sobie, z drugiej Czapski, który był otwarty na niego i pełen ciekawości z ewentualnej rozmowy. Autor Na nieludzkiej ziemi z pewnym niesmakiem wspominał tę chwilę poznania. Oczekiwał, że będą rozmawiali o literaturze, która przecież powinna być bliska pisarzowi. Jednak każdorazowe próby podejmowania tematu kończyły się fiaskiem i doprowadziły do oznajmienia, ku wielkiemu zdziwieniu Czapskiego, że literatura w ogóle go nie interesuje.

Czapski w wywiadzie udzielonym Ricie Gombrowicz tak go wspominał :

(…) „Gombrowicz był snobem, prawdziwym snobem. A jako że ja miałem tytuł, a on był „niby-hrabią”, wyczuwałem, że naigrawał się ze mnie, tak jak w tym znakomitym opowiadaniu, w którym rozmawia z hrabią, pokazującym mu bez przerwy swoje rasowe łydki. Tymczasem coś takiego przyprawiało mnie o mdłości.

Takie wrażenie nie sprzyjało podtrzymywaniu bliższej znajomości. Jeżeli spotykali się, to nie z własnej chęci, lecz były to oficjalne kontakty.

Takim wydarzeniem było spotkanie, na którym (oprócz Gombrowicza) obecni byli: ówczesny minister spraw zagranicznych, siostrzenica Josepha Conrada, a także tłumaczka jego dzieł, która była zaprzyjaźniona z Marią Czapską. Autor Pornografii przyszedł starannie ubrany, zachowywał się bardzo poprawnie. Nie zauważało się go, po prostu był. W pewnej chwili, siedząc na kanapie obok Czapskiego, powiedział do niego: Proszę sobie wyobrazić, że siedzimy tutaj wszyscy nadzy”.  Stwierdzenie to nieco zszokowało słuchającego. Po chwili zdziwił się sam, że tak zareagował, bo przecież to cały Gombrowicz i nie obce były mu takie dowcipy, które miały na celu zniwelowanie owej pompatyczności w stosunkach interpersonalnych. Salonem, w którym widywali się przelotnie był dom hrabiny Krasińskiej.

Po wojnie spotkali się znowu. Przez te wszystkie lata wojny i po wojnie, autor monografii o Pankiewiczu na bieżąco wiedział, co dzieje się z Witoldem Gombrowiczem, gdyż mieli wspólnych znajomych. W Rio de Janeiro Czapski wystawiał swoje obrazy i przy tej okazji odwiedził swojego brata Stanisława w Buenos Aires.

Gombrowicz, gdy dowiedział się, że Czapski przyjedzie napisał do Giedroycia 31 marca 1955 r.

„Podobno Czapski ma tu nadjechać z Rio. Bardzo mnie to cieszy i uważam,  że to wielce opłaciłoby się . Tu należałoby nieco zmobilizować opinię na rzecz domu i w ogóle, ale ja mogę działać tylko pośrednio i zresztą już się  opatrzyłem. On spadłby z metrowym hukiem i błyskiem”.

Czapski wyjechał do Ameryki Południowej, by zbierać pieniądze na nowy dom Kultury. Giedroyc informował Gombrowicza w liście z 29 maja 1955 r.

„Czapski jest już w Brazylii od 20 maja i myślę, że w końcu czerwca będzie w Argentynie. Liczę, że Pan się z nim skomunikuje”.

W odpowiedzi autor Kosmosu napisał list z 29 czerwca 1955 r.

„Spłynął Czapski, ale rewolucja pokiełbasiła szumne przyjęcie, które szykowało. Wszystkich podbił i oczarował, b. dodatnie wrażenie. Omawiałem z nim moje sprawy i odśpiewałem przed nim wieczystą  łabędzią pieśń moją: przekładać, wydawać, lansować!”

W dzienniku z roku 1955 Gombrowicz tak opisał przybycie Czapskiego:

„Czapski przyleciał z Europy. Spadł nam z nieba 16 czerwca wraz z bombami, którymi zbuntowane lotnictwo obrzucało Plaza de Mayo – prawie o tej samej godzinie. Wobec ogólnej paniki wszystkie  powitania, które mu gotowała kolonia polska, zostały odwołane (bardzo szczęśliwie!). Miałem z nim długą rozmowę. Wobec tego, że cały jego program –  odczyty, przyjęcia etc.  – został zdruzgotany przez bombardowanie, zapytał czy nie mógłbym zapoznać go z artystami argentyńskimi, mymi przyjaciółmi.  Na co odpowiedziałem: – Ależ ja z artystami tutejszymi prawie się nie widuję. Prawie ich nie znam. Zdziwił się: – Czyż możliwe, po 16 latach spędzonych w Argentynie!”

W tym czasie autor Ferdydurke dawał wykłady z filozofii . Wykładowca zaprosił autora Oka, lecz w końcu prelekcja nie odbyła się. Ten fakt tak wspominał Czapski:

„Ponieważ zatrzymałem się w Buenos Aires tylko przejazdem, wytłumaczył mi, że zostały przeniesione. Być może wyobrażał sobie, że znam się na filozofii, a ja przecież nic nie wiem. Ale on był prawdziwym filozofem. Albo obawiał się, że nie będzie to dostatecznie poważne wobec kogoś z Kultury, albo, ponieważ jego konferencje były płatne, nie chciał być może stanąć nade mną z kapeluszem w dłoni”.

Podczas pobytu w Argentynie Gombrowicz wydał się mu normalny, sprawiał wrażenie jakby zaprzestał kreować siebie. Choć rozmowy toczyły się w miłej atmosferze, można było wyczuć ze strony Gombrowicza niejaką zazdrość, która ujawniała jego kompleksy. Józefa Radzymińska wspomniała w swoich książkach o zdarzeniu, które miało miejsce w czerwcu 1955 roku, w Domu Polskim, gdzie Czapski wygłosił odczyt, a po nim podpisywał swoje książki. Przy stoliku autorki siedział wówczas Witold Gombrowicz, a później przysiadł się do nich Czapski. Niezależnie od autografu na Wspomnieniach starobielskich opatrzonego słowami: „Poetce Ameryki Łacińskiej i Polski” napisał wówczas dla Józefy Radzymińskiej, na ostatnim numerze Kultury (który jej podarował) kilka miłych słów. Gombrowicz przyglądał się temu z lekka nadąsany, a potem nagle wyrwał jej ten miesięcznik literacki z rąk i z pasją, z wściekłością napisał na nim tak mocno, że aż przedziurawił papier: “Ja.W.G”.

Józefa Radzymińska tłumaczyła takie zachowanie autora Ślubu, jako kolejny wewnętrzny krzyk pisarza: “Nikt poza mną”, który był wyrazem jego egoistycznej postawy i zazdrości, że Czapski rozdawał autografy, a do niego, nikt się po nie nie zwracał, co było przecież zrozumiałe, bo był wtedy gościem na spotkaniu.

Jeśli wierzyć Czapskiemu, wykazywał on za każdym razem chęć poznania się z nim bliżej, poprzez wejście w jego świat. Niestety, z każdą podjętą próbą przekonywał się, że „Gombrowicz jest żółwiem, który zamyka się w swej skorupie i nie jest zdolny do naprawdę bezpośredniego kontaktu”. Taki obraz Witolda został w Czapskim na długo.

Gombrowicz napisał do Giedroycia we wrześniu 1955 r.:

„Żałuję, że nie mogłem pożegnać się z Czapskim, telefonowałem do niego, ale był nieuchwytny przed wyjazdem”.

Z korespondencji Gombrowicza z Giedroyciem wynika, że autor Ferdydurke liczył na to, że Czapski napisze o jego książkach.

Kiedy we Francji w 1958 roku ukazało się tłumaczenie francuskie Ferdydurke, Gombrowicz w liście do Giedroycia nalegał, by ten – wykorzystując swoje i Czapskiego znajomości – zrobił szum w prasie. Pisał: „Proszę Cię, Jerzy, jeżelibyś miał jaki zahaczenia w prasie, to wyzyskaj je do maximum i pomów może na ten temat z Czapskim”.

Gombrowicz niekiedy bywał w Kulturze i tutaj zwykle opiekował się nim jego przyjaciel Konstanty Jeleński, który był zachwycony jego twórczością. To dzięki niemu pisarstwo Gombrowicza zaistniało w Bibliotece Instytutu Literackiego, ale także w literaturze światowej.

Po raz ostatni Czapski widział go w 1964 roku, w Maisons-Laffitte, bardzo podstarzałego, chorego i zrezygnowanego po pobycie w Berlinie. Każdy zajęty własnymi sprawami nie pokusił się o wylewne przywitanie i zajmowanie się nim. Jedynie jego przyjaciel Konstanty A. Jeleński zajął się nim, zabierając go do Royaumont.

Uczestnicząc w wydawaniu emigracyjnego pisma “Kultura”, Czapski był świadkiem wpływu pisarstwa Gombrowicza na swoich przyjaciół. Konstanty A. Jeleński zachwycał się jego twórczością i wraz z Giedroyciem uznali go za swoje odkrycie dla literatury polskiej. Publikacja na łamach paryskiego periodyku sprawiła, że twórczości ta doczekała się reakcji wśród krytyków w kraju i na emigracji. W pracach przygotowujących maszynopisy do druku w Kulturze uczestniczył sam Czapski. Z korespondencji między Witoldem Gombrowiczem a Jerzym Giedroyciem dowiadujemy się o pierwszych wrażeniach, jakie wywołały utwory autora Ferdydurke wśród współpracowników Kultury.

O wszelkich reakcjach Czapskiego na przysyłane manuskrypty jego twórczości, Giedroyc informował Gombrowicza:

„Czapski jest zachwycony [przypis Pornografią – Elżbieta Skoczek], ale jednocześnie przerażony, uważając to za literaturę rozkładową typu Ciorana”.

W kolejnym liście pokusił się redaktor o zgryźliwy komentarz, odnoszący się do lektury kolejnej części Dziennika:

„Czapski oburza się na atak na Bacha, gdyż jest demagogiczny. No, ale Czapski poza sobą uznaje tylko Czarnyszewicza i Vincenza”.

Takie informacje otrzymujemy na podstawie opublikowanej korespondencji. Sam zainteresowany Józef Czapski nie ukrywał nigdy złożonego stosunku do pisarstwa Gombrowicza.

W jednym z listów z 1968 roku do Czesława Miłosza tak napisał:

„Opowiem Ci zabawną rzecz . – Parę zaledwie dni po ukazaniu się Kultury [ 1968, nr 4, tam Czapskiego wyrwane strony 1965, m.in. o Gombrowiczu – przypis Wojciecha Karpińskiego]  otrzymuję list od Gombrowicza – żebym gwałtem o nim napisał do Herne, że co o nim napisałem, co ciekawe, głębokie, wywiązała się z tego korespondencja, napisałem mu, że nie znoszę w  nim i pozerstwa , i tarantuli , i côté  Dali, i znów list od niego pełen czarów!

Smaruje mnie miodem i ja się na ten miód zaczynam łapać”.

Wojciech Karpiński w wydanej nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego książce pt. Portret Czapskiego stwierdził: Czapski Gombrowicza nigdy nie lubił i nie cenił”. Sformułowanie to nie wzbudzałoby żadnej reakcji, gdyby nie opublikowany wywiad, jakiego udzielił sam autor Oka w 1984 roku, żonie Witolda Gombrowicza, Ricie, która zbierała wówczas materiały, dokumenty o swoim mężu. Spisana w Sailly, 29 lipca 1984 roku, a zamieszczona w książce pt. Witold Gombrowicz w Europie. Świadectwa i dokumenty 1963 – 1969, wypowiedź podważa przytoczoną opinię Karpińskiego. Oczywiście w tym przypadku nie można mówić o zaakceptowaniu wszystkiego, co napisał Gombrowicz, ale są pozycje w jego twórczości, nad którymi ze zrozumieniem pochylał się autor Oka. Zachwyciły go na początku opowiadania, a także wspomniana wyżej Pornografia podobała mu się. Mówił też otwarcie, że z Ferdydurke nic nie zrozumiał i nie bawiła go ta poetyka. Doceniał jednak to, co Gombrowicz uczynił w literaturze polskiej. Jego usiłowanie przełamywania stereotypów, jak choćby walka z panoszącym się archipolonizmem czy hipokryzją polską uważał, że należało do znaczących momentów w kształtowaniu świadomości Polaków.

Czapski często patrzył na dzieło poprzez osobę twórcy. Droga do odkrycia pisarstwa autora Ferdydurke znaczona była wieloma chwilami buntu przeciwko przedstawianej rzeczywistości. Nie znaczy to jednak, że odmienne filozofie życia nie pozwały na znalezienie punktów stycznych. Czapski wskazał dwie główne sprawy, które odgradzały go od osoby Gombrowicza. Pierwszą z nich było malarstwo, które dla niego było życiem, lecz dla autora Ślubu swoistym nieprzyjacielem, przed którym klękają rzesze nieświadomych widzów. Jego pisanie o okropieństwach Luwru, tłumach idiotów, które oglądają te bohomazy, ciągłe urąganie i wyśmiewanie się z pasji innych raziło autora esejów o malarstwie.  Drugim ważnym problemem była religia. Gombrowicz był “zatwardziałym ateistą”. Jego ataki na katolicyzm, wiarę ludzi, niedostrzeganie absolutu nie pozwalały na odnalezienie wspólnego głosu. Obce było mu to, co mówił o związkach człowieka z Bogiem, który jakoby w nim nie daje znaku życia, bo człowiek jest za tępy, żeby go słyszeć. Istota ziemska nie czyni poza tym nic, co mogłoby pomóc w tym kontakcie. Nie mógł przyjąć tak oderwanego od teologii i filozofii chrześcijańskiej stanowiska. Buntował się przeciwko demagogicznym stwierdzeniom, które roszczą sobie prawo do oceniania tajemnic metafizycznych.

Oprócz tego Czapski nie potrafił zaakceptować egocentryzmu, który swój punkt kulminacyjny osiągnął w chwili powrotu Gombrowicza z Argentyny do Paryża w 1963 roku. Wtedy to manifestował swoją chęć walki; kogo i jak będzie atakował, żeby zostać zauważonym. W tym czasie Czapski uważał, że nie pisze się po to, żeby siebie potwierdzić. Pisze się, żeby powiedzieć, co się myśli. Raziło go więc kreowanie się na takiego, który chciałby mówić, że choć wszyscy mnie kochają, ja nie kocham nikogo. Ta bufonada, która towarzyszyła zwykle pojawianiu się Gombrowicza w towarzystwie z upływem lat zmieniła swoje oblicze.

Wśród tych różnic dostrzegł Czapski płaszczyzny, które ich w pewnym sensie łączyły. Takim punktem okazał się problem cierpienia, rozdarcia, który najbardziej widoczny stał się dopiero w zapiskach osobistych Gombrowicza. Czapski wspominał:

„Odkrywałem Gombrowicza powoli, czytając jego Dziennik […] . I tutaj zobaczyłem człowieka całkowicie innego. Człowieka o głębokim wnętrzu, poczuciu cierpienia”.

Pod maską ignorancji ukrył swoje troski, które w okresie życia w Argentynie sprawiały mu ból, którym nie dzielił się i nie przelewał go na karty swoich utworów. Zwykle obce mu było pochylanie się nad istotami małymi, niedołężnymi. Czapski znalazł w Dzienniku fragmenty, które odsłoniły jego wewnętrzne zmagania. To już nie był ten zakochany w sobie twórca, który chciał przekonać wszystkich do swoich poglądów, lecz człowiek ogarnięty utajoną udręka dnia codziennego, zmaganiem, które ujrzało światło na kartach Dziennika.

Niektóre myśli Gombrowicza nie były obce Czapskiemu. Przytaczał je w swoich zapiskach z podróży, która zawsze kojarzyła mu się z ucieczką przed widmami. Problemem samotności zajmował się często na kartach pism. Zgadzał się z opinią autora Trans-Atlantyku, że osamotniony człowiek traci wszystko, gdyż jako istota, która żyje tylko jako forma uderzana, kształtowana przez druga formę ją kształtującą, a idąc przez życie w pojedynkę nie potrafi istnieć sama w sobie. Wyizolowanie sprawia, że jałowieje i traci zdolność do rozwoju.

W czerwcu 1965 roku przeczytał Czapski całość Kosmosu i swoje wrażenia zanotował w kajecie. W tych zapiskach stwierdził, że tworzenie bohaterów, którzy poprzez swoje pragnienia dokonania morderstwa łączą się w tym celu sprawia, że ich wysoka inteligencja znajduje w takich pobudkach wyzwolenie. Podobnie dla Gombrowicza powołanie ich na świat było – według Czapskiego – jego wyzwoleniem z otaczającego mózg piekła.

Dla autora Wspomnień starobielskich intelektualna przygoda z Gombrowiczem nacechowana była okresami bezsilności wobec jego programowego bojkotu wszelkich uznanych wartości. Odruchowe wręcz negowanie otaczającej go rzeczywistości czyniło jego filozofię życia trudną do zaakceptowania. Na pewno postawa samego pisarza wpływała negatywnie na podejmowane próby zrozumienia go. Niekiedy tylko mobilizowała, lecz częściej było tak, że odstraszała przed głębszym wniknięciem w dzieło pisane.

Choć nie spotykali się często,  to na szczęście pisali do siebie listy. Echa ich znajdują się także w korespondencji z innymi pisarzami. Odkrywają one wiele wątków.


Rita Gombrowicz Gombrowicz w Europie. Świdectwa i dokumenty 1963 – 1969, Kraków 1993

Józefa Radzymińska, Czternaście lat mroku, Kraków 1978, s. 92 lub zob. tejże, Książki i przyjaźnie, Warszawa 1984

Jerzy Giedroyć-Witold Gombrowicz Listy 1950-1969, Warszawa 1993

W. Karpiński, Portret Czapskiego, Wrocław 1996

Wojciech Karpiński , Szkice sekretne, Wydawnictwo Zeszyty Literackie 2017

Zbigniew Kruszyński, Rozmowa z Józefem Czapskim

Rita Gombrowicz Gombrowicz w Europie. Świdectwa i dokumenty 1963 – 1969, Kraków 1993

Józef Czapski, Tumult i widma w: Czytając, Kraków 1990

Józef Czapski, Wyrwane strony, Les Editions Noir sur Blanc 1993

Piotr Millati Gombrowicz wobec sztuki, Gdańsk 2002.

Rita Gombrowicz, Gombrowicz w Argentynie, Wrocław 1991.

Zeszyty Literackie, 1993, nr 44

Tagged with:     ,

O autorze /


Właścicielka strony www.jozefczapski.pl. Autorka tekstów na tej stronie. Od lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego; przegląda archiwa. Odczytuje dzienniki. Copyright 2017 - Elżbieta Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

1 komentarz

Komentarz

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją